"ON" jest zły. Dlatego właśnie powstał. Jest Frankensteinem złożonym ze wszystkich najgorszych cech moich życiowych partnerów. I moich. Jest tak potworny, że aż śmieszny. Zupełnie jak ... ja.



skrytka

skargi i wnioski



2009
październik
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
październik
wrzesień
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
marzec
luty
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
luty
2005
grudzień
listopad
październik
sierpień
czerwiec
kwiecień
styczeń
2004
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik







Przyjaciel Michała - Patryk

Moi Drodzy!

Sprawdziliście się bezbłędnie w najcięższym boju. Z Waszą pomocą Misiu przeszedł na drugą stronę w najlepszych warunkach, jakie można mu było zapewnić. Od tamtego czasu minęły trzy miesiące. Asia, mama Michała, wciąż niewyobrażalnie cierpi, ale z właściwym sobie hartem ducha pozostaje wrażliwa na cierpienie innych.

Wczoraj Asia poprosiła mnie o pomoc. Kiedy opowiedziała mi, w jakiej sytuacji znajduje się rodzina, której potrzebna jest pomoc, długo nie mogłam do siebie dojść.


Kiedy dziecko trafia na oddział onkologii dziecięcej, zaczyna żyć w innym świecie. Zawiera przyjaźnie z dziećmi w szpitalu, rodzice też są wsparciem dla siebie nawzajem. Statystyki mówią, że wiele dzieci pokonuje chorobę i wraca do domu.
My jesteśmy tutaj, bo niektórym dzieciom się to nie udało. Michał zawarł przyjaźnie, które odchodziły wraz z życiem. Znam to tylko z opowieści i chyba nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak to jest. Grupa dzieci, które się kumplują. Wczesnych nastolatków, którzy przez kilka lat okresu dojrzewania spotykają się na oddziale - zbyt często. Tam z dzieci zmieniają się w młodzież. Przeżywają to, co każdy nastolatek - i dużo więcej. A potem odchodzą. Jeden po drugim. Są już zbyt mądrzy, żeby ich oszukać, a jednak wszyscy ich oszukują.

Misiu odszedł zostawiając za sobą jeszcze dwoje przyjaciół. Ten najbliższy - zmarł w dniu pogrzebu Michała. Drugi wciąż żyje.
Wiecie już, z historii Asi, jak gigantycznym obciążeniem finansowym są jest choroba nowotworowa dziecka. Asia, za moim pośrednictwem, pragnie znaleźć sposób, by pomóc ostatniemu chłopcu z "paczki" jej syna, Patrykowi.
 
Rodzice Patryka, jak przeczytacie w apelu, są rencistami. Miałam z nimi kontakt już wcześniej, ale dopiero wczoraj się dowiedziałam, że Ojciec Patryka jest sparaliżowany, a jego Mama zajmuje się nim i ciężko chorym synkiem. Kiedy o tym usłyszałam, zabrakło mi słów. Pojawiło się mnóstwo pozbawionych sensu pytań natury egzystencjalnej, bo jak to tak...? Jak mogę się martwić brakiem pracy, czy kasy, biegunką dziecka, czy zmarszczkami, gdy obok los ludzi doświadcza w tak okrutny sposób?...
Nie rozumiem...

Wiecie co? Nie dodam już nic więcej, bo nie ma nic do dodania. Wiem, że każdy z Was zastanowi się tak samo, jak ja.


Zamieszczam tu apel Rodziców Patryka z potrzebnymi danymi. (Osobiście sugerowałabym ewentualne wpłaty na konto prywatne, bo zarówno z opowiadań Asi, jak i ostatnich doniesień mediów wiem, że przepływ pieniędzy przez konta fundacji nie jest taki oczywisty, a wolałabym, żeby Patryk nie musiał czekać, aż ktoś łaskawie mu wypłaci pieniądze, które ktoś inny przelał przecież specjalnie dla niego.)


(Dla potencjalnych wpłacających z zagranicy podaję SWIFT: BIGBPLPW.)

Dziękuję.

Patryk 


UWAGA - WAŻNA AKTUALIZACJA!

25.10.2009


Przed chwilą dowiedziałam się, że wczoraj zmarł Tata Patryka...

Ponieważ sama nie wiem, co w tej sytuacji mogłabym napisać, oprócz tego, że zwyczajnie nie pojmuję pewnych spraw, przejdę od razu do konkretów.

Zdajecie sobie sprawę, że w tej sytuacji Patryk i jego Mama są bardzo uzależnieni od pomocy z zewnątrz. Bardziej, niż kilka dni temu, gdy pisałam ten apel.

Podany wcześniej numer konta jest NIEAKTUALNY, ponieważ konto należało do Taty Patryka. Podaję numer konta Mamy Patryka, Ani.

Anna Szoła
ul. Tetmajera 6/60
83-110 Tczew

PKO BP 75 1020 1909 0000 3202 0118 4290


swift
BPKOPLPW

Dziękuję.


Lilka 2009-10-21 11:45:21
skomentuj (6)


Michałek



Lilka 2009-07-10 12:17:23
skomentuj (30)


List od Asi, Mamy Misia

Podziękowanie

Witam Was Moi Drodzy!
 Piszę bo chcę serdecznie podziękować wszystkim ludziom.. ludziom którzy okazali się niesamowici.
Ta troska, wsparcie nie tylko finansowe ale przedewszystkim psychiczne.. ciepłe słowa, modlitwy - każdy gest pokazuje ile
ludzie są w stanie zrobić dla drugiego człowieka.
Na pewno każdy rodzic zdaję sobie sprawe z tej miłości którą darzy swoje dziecko. Jest to bezgraniczne i bezwarunkowe uczucie
które nadaje życiu sens i dodaje nam sił nawet w tych najtrudniejszych chwilach.

Choroba mojego dziecka nauczyła mnie tylu rzeczy, obróciła życie moje i mojej rodziny o 180stopni, przybrała zupełnie innych
i tak strasznie obcych kształtów. Zmieniło się całe nastawienie do świata. Nagle wszystko to co było 4 lata temu dla mnie tak
ważne, straciło sens i stało sie niczym. Przestałam sobie nawet zadawać to pytanie dlaczego tak się stało, chociaż tak naprawdę gdzieś w sercu ciągle się ono pojawia.

Każdy kolejny dzień uczy czegoś innego, pokazuję nam jakie wartości są tak na prawdę ważne. Jeszcze nie tak dawno każdy
chciał aby Misiu stanął na nogach o własnych siłach, żeby żył jak normalne zdrowe dziecko, miał te same problemy co oni..
teraz każdy robi co w swojej mocy by było mu jak najlepiej, żeby odchodząc nie był samotny.
 
Przechodzę teraz bardzo trudny czas, boli mnie, że nie jestem w stanie niczego zrobić żeby chodź trochę ulżyć w cierpieniu
Michałka. Jego uśmiech zawsze był lekarstwem na wszystko - niestety od 2 miesięcy nie zagościł na jego twarzy ani razu. Jego
miłość wyrażały jedynie piwne oczy, to w nich widziałam czego potrzebuję. Ta bezsilność jest nie do zniesienia, czuję się
jakby ktoś przykuł mnie do kamienia a Ja, nawet gdybym probowała go zniszczyć nie mogę nic zrobić. Stoję w miejscu i mogę się
tylko przyglądać, ewentualnie poprzez pośredników - którymi jesteście Wy Kochani - mogę chodź troche złagodzić ten ból, stąd
też owe prośby o pomoc do Was.
Na prawdę nie jestem w stanie wyrazić tego jak bardzo mi pomagacie. Były takie sytuacje, że
pomimo tego iż skończyliśmy zbiórke pieniędzy i tak dostawałam kolejne przelewy na konto, to było nie do opisania.. przecież
nie musicie tego robić bo wiadomo że każdy ma swoje życie i swoje problemy, a jednak pomagacie zupełnie obcej osobie.

Wiem, że gdyby Misiu mógł krzyknął by z całej swojej siły DZIEKUJE - tak bardzo brakuje mi jego głosu..Ale wiem, że napewno
gdzieś tam głęboko w sercu jest miejsce i dla Was, na pewno jest Wam równie wdzięczny co Ja.
 
Miałam wiele podejść by napisać te podziękowania, ale żadna osoba która nie przeszła czegoś podobnego nie jest w stanie
opisać tego od tak sobie. Nagle czuje się taki ścisk w gardle i przedewszystkim w sercu i wtedy łzy same cisną się do oczu.

Po za tym swoje robi też brak czasu spowodowany stałą opieką przy Misiaczku oraz dwójką pozostałych dzeci. 
Teraz kiedy w końcu się za to zabrałam trudno mi jest opisać cokolwiek tak jak chciałabym żebyście to odebrali.
Gdybym mogła podziękowała bym każdemu z osobna,  tyle szczęścia daje mi ta świadomość że mogę chociaż tyle zrobić dla mojego kochanego synka, tylko o tyle mogę mu ułatwić to wszystko.

Kochani, życzę Wszystkim zdrowia i szczęścia, żebyście nigdy nie doświadczyli przykrości i żeby uśmiech waszego dziecka
sprawiał, że niczego więcej nie potrzebujecie prócz tego by był z wami do końca waszych dni.

 

                                 Życzę Ja - Asia, mama która każdego dnia czerpie siłe z obecności tego największego szczęścia-dziecka. Wraz z rodziną, która jest przy nas ZAWSZE.







Moi drodzy! To nie koniec akcji! Koszty utrzymania Misia dramatycznie rosną, w tej chwili leki co tydzień pochłaniają ponad tysiąc złotych. Rodzina Michała nie daje rady, pomoc potrzebna jest bardzo. Odporność chłopca jest już żadna, w tej chwili dodatkowo walczy z grzybicą. Dla tych, którzy skłonni są pomóc podaję jeszcze raz dane do przelewów:

Joanna Maćkowiak
ul. Dunikowskiego 11a/12
80-526 Gdańsk
nr konta 60105017641000002291983845

SWIFT: INGBPLPW
IBAN: PL (przed numerem konta)

ING Bank Śląski
80-765 Gdańsk
ul. Długie Ogrody 6/14

Do tej pory wpłynęło 740 zł. To przykre, że tym razem nie mogę Wam napisać czegoś w rodzaju radosnego "brakuje już tylko...!". Każdy kolejny tydzień pochłania kolejne 1000 zł. Każdy kolejny tydzień jest na wagę złota...

Dziękuję.

Lilka



Lilka 2009-06-28 01:42:25
skomentuj (6)


Michał

Dziś krótko.
Moja nieobecność ostatnio wynikała z nałożenia się problemów technicznych na osobiste i odwrotnie, ale nie o tym dziś napiszę.

Misiu znów potrzebuje naszej pomocy.
Stan Michała niestety stale się pogarsza. Chłopiec w tej chwili nie przyjmuje już pokarmów, ani płynów inaczej, niż dożylnie. Misiu nie ma już odruchu połykania. Dzięki stelażowi i materacowi, które umożliwiają utrzymywanie go w pozycji półleżącej, Misiu nie dusi się własną śliną, ale wymaga już stałego monitoringu i dużej ilości leków przeciwbólowych, oprócz, oczywiście, pełnej opieki pielęgniarskiej i stałego nadzoru lekarskiego.
Asia podaje Michałowi codziennie 4 ampułki Perfalganu, oprócz tego Misiu dostaje osłonowo Solvertyl - to są leki, za które jego rodzina musi płacić sama. Opakowanie Perfalganu (12 ampułek, czyli zapas na trzy dni) kosztuje około 120 zł. Do tego każda ampułka Solvertylu - 14 zł. Niestety, leki te za darmo dostępne są tylko w lecznictwie zamknietym.

Jeżeli ktokolwiek z Was może wspomóc Asię w zakupie leków przysyłając na jej konto choćby drobne kwoty, będę bardzo wdzięczna. Przypominam dane jej konta:

Joanna Maćkowiak
ul. Dunikowskiego 11a/12
80-526 Gdańsk
nr konta 60105017641000002291983845

Ciepło o Was myślimy.

Lilka

Lilka 2009-06-25 23:24:51
skomentuj (8)


Życie jest piękne

Kilka dni temu, podczas sezonowych prac w ogródku, ON zamachnął się kilofem. W tym samym czasie wiatr machnął moją suszącą się na sznurze bluzką tak niefortunnie, że spotkała się z rozpędzonym kilofem w połowie drogi.

I choć ON obawiał się mojej reakcji, przyznał, że jest autorem nieplanowanego otworu w cętkowanym wzorku na bluzce. Przeżyłam, przebolałam, obmyśliłam sposób naprawy.

Gdy dziś poprosiłam męża, by przyniósł mi przybornik, ON zamarudził, więc wypomniałam mu powód zapotrzebowania na narzędzia krawieckie.

Ja: Wiesz, gdybyś nie nadział mojej sztuki garderoby na kilof, nie musiałabym Cię prosić...

ON (jadowicie): Ty się ciesz, że nie byłaś wtedy w tej bluzce...

I oto mam kolejny powód do radości!

Lilka 2009-04-24 21:32:22
skomentuj (10)


Starość nie radość

Skumulowaliśmy się z mężem w naszej niewielkiej łazience i oglądamy się w lustrach.

Ja: Boże, jaka jestem stara. Dlaczego nie mogę wyglądać tak, jak dziesięć lat temu?
ON: No coś ty, świetnie wyglądasz. Ja to jestem stary...
Ja: Teraz wyglądasz o niebo lepiej, niż osiem lat temu, gdy cię poznałam. Ludzie dają ci dziesięć lat mniej, niż masz naprawdę!
ON: Bzdura! Właśnie, że wyglądam gorzej! Osiem lat temu stada lasek się z mną uganiały.

I wzdycha tęsknie. Robię w pamięci przegląd stosownych okoliczności. I "lasek".

Ja: Nooo. A teraz się mnie boją!
ON (przyglądając mi się z wielką uwagą): Myślisz, że to dlatego, że taka straszna jesteś?

Taaak. To by tłumaczyło tę przedziwną regułę, że brzydkie żony rzadko bywają zdradzane.
Szczęście w nieszczęściu.

Lilka 2009-03-21 00:41:03
skomentuj (7)


O chłopcu i spełnionych marzeniach. I o tych spełnialnych...

Dziś notka zupełnie nietypowa.
Dla większości z Was jestem obcą osobą. Z innego, wirtualnego świata.
Ja sama mam z internetem doświadczenia raczej dobre. Dzięki sieci poznałam ludzi, którzy zostali moimi zupełnie realnymi przyjaciółmi.
Mam stałych czytelników, internetowe koleżanki i kolegów.
W maju zeszłego roku zorganizowałam w sieci akcję zbierania funduszy na spełnienie marzenia pewnego chłopca.
Chłopiec ów jest synem mojej szwagierki. Ma 14 lat. I raka.

Prawie rok temu jego Mama, Asia, zadzwoniła do mnie z prośbą o pomoc w  znalezieniu dla jej syna psa, o którym marzył. Misiu wymarzył sobie niespotykaną w Polsce rasę - kolorowego bolończyka.

Michał ponad trzy lata temu zachorował nagle. Diagnoza była bezlitosna, guz mózgu (ganglioma anaplasticum), nieoperowalny, zero szans. Chłopiec miał wylew, zapadł w śpiączkę. Jego Mama walczyła jak lew, by dano mu szansę, by go leczono. Choć nie dawano na to szans, po dziewięciu miesiącach Misiu wybudził się ze śpiączki, nadrobił zaległości w szkole, a jego rodzina zaczęła robić wszystko, by umożliwić mu jak najbardziej normalne życie.

Od tamtego czasu chłopiec więcej czasu spędził w szpitalu na oddziale onkologii dziecięcej, niż w domu. Pojawiły się przerzuty do kręgosłupa.

I w maju zeszłego roku wielkie grono wspaniałych ludzi stanęło na głowie, by spełnić marzenie Misia. Psa znalazłam w hodowli w Czechach. Moi realni i internetowi znajomi zaczęli zbierać pieniądze w swoich firmach, wśród rodziny i znajomych. W ciągu kilku dni uzbieraliśmy ponad 800 euro. Mój mąż wsiadł w samochód i pojechał po wybraną przez Michała suczkę. Po drodze zepsuł mu się samochód; mechanik gdzieś na południu Polski naprawił go za cenę części, żeby "dołożyć się" do marzenia Misia.

Sunia przyjechała do Polski, do swojego Chłopca. Dostała imię - Yoko. I od samego początku wiedziała, jakie jest jej zadanie. Yoko stała się cieniem Misia, nie odstępuje go na krok. Nawet szpital zrobił dla niej wyjątek i wpuścił na oddział, gdy Michał musiał być hospitalizowany. Dla wielu dzieci na oddziale historia Misia i Yoko była dowodem, że marzenia mogą się spełniać, nawet te najbardziej szalone.

Ci, którzy sprawili, że Yoko jest z Michałem, poczuli, że ich głos w sprawie, ich złotówka, naprawdę może coś zmienić. A dla kogoś - zmienić nawet cały świat.
Mój drugi były mąż otoczył pieska darmową opieką weterynaryjną.
Każdy robi, co w jego mocy.

Oto Misiu z nieodłączną Yoko. :-)

maj2008 yoko


Misiu z Yoko, swoimi braćmi i moimi dziećmi
Misiu z Yoko, swoimi braćmi i moimi synkami

A o czym jest ta notka?
Bez zbędnych wstępów napiszę, że Misiowi jest potrzebna pomoc. Nasza. Wasza.
Nie będę tu pieprzyła ckliwych farmazonów o Asi - matce, która już nie liczy czasu... ani na nic.
Fakty są brutalne, a są takie: Misiu już tylko leży. Jest pod opieką domowego hospicjum. Mama nie chce już wracać z nim do szpitala. Już nie będzie żadnych chemii, naświetlań... To niepotrzebne męczenie tego dzielnego chłopca. Guz w mózgu nie chce być mniejszy. Przerzuty na kręgosłupie też nie. Rosną, stopniowo odbierając mu kolejne możliwości.
A Michał leży. I wścieka się, że Asia chce dla niego poprawy warunków. Że Asia ma odwagę prosić o pomoc. Misiek ma 14 lat, to już nastolatek. Więc oświadcza, że mama ma sobie nie zawracać głowy.

Misiu teraz dużo śpi, po 18 godzin na dobę. Robią mu się odleżyny, bo nie ma już czucia w nogach i nie może sam zmienić pozycji. Leży w zwykłym łóżku, w zwykłej pościeli, bo leki zżerają wszystkie nadwyżki finansowe.
Koniec, więcej możecie dopowiedzieć sobie sami.

Michał potrzebuje rzeczy, których listę zamieszczam poniżej. Jeśli ktoś z Was chciałby pomóc i coś dla niego kupić, dajcie znać. Może w jakiejś firmie udałoby się zebrać kasę np. na materac, który jest piekielnie drogi? Cała lista została skonsultowana z lekarzami i rehabilitantami zajmującymi się Misiem. Asia jest skłonna przesłać osobom, które chciałyby pomóc, zaświadczenia lekarskie i wszelkie dokumenty mogące uwiarygodnić stan i sytuację Michała.



To wszystko jest strasznie drogie, ale gdyby nie było, to by nie było problemu. Gdyby ktoś z Was chciał w jakikolwiek sposób pomóc, dawajcie znać. Będę służyć wszystkimi danymi, włącznie z telefonem Asi. Firma, do której są te linki, obiecała rabaty na zakupy dla Misia.

Czasem sobie myślę, że głupia złotówka, ale od odpowiednio dużego grona osób - załatwiłaby sprawę. Każdy mieszkaniec odpowiednio dużego bloku, ale JEDNEGO bloku (np. falowca na Obrońców Wybrzeża w Gdańsku) - i już Misiu ma to, czego potrzebuje. To naprawdę nie jest dużo. Dla nas - zbierających.

Dla Michała - to kolejny cud.

Notka będzie tu wisiała do czasu, gdy zgromadzimy środki na zakupy dla Michała.

faktura


Dzięki Waszej pomocy poduszka i kołdra są już w drodze do Misia! Dziękujemy! Na koncie "materacowym" jest już 1400 zł! Asia znalazła tańszy o parę tysięcy stelaż,  podałam do niego link powyżej. Najpierw jednak zbieramy na materac, bo to priorytet.

Moi Drodzy! Niektórzy z Was pytają, dlaczego Asia nie może łóżka np. wypożyczyć. Śpieszę z wyjaśnieniem.
Mieszkanie, w którym mieszka Asia z Rodziną jest na dwóch, czy trzech różnych poziomach. Nie kondygnacjach, tylko właśnie poziomach; np. żeby przejść z pokoju Michała do łazienki, czy kuchniojadalni, trzeba pokonać trzy stopnie. Pokój, w którym Michał sypia jest bardzo malutki. Michał ma dwóch młodszych braci. Kubę (8 lat) i Maciusia (2 latka). Dzięki swojej Rodzinie Misiu nie jest odizolowany od rodzinnego życia w swoim pokoju, tylko uczestniczy we wszystkim, co się tam dzieje. Żeby tak było, Asia codziennie przenosi go na rękach z jego pokoju do pokoju dziennego i z powrotem, kilka razy. Drugim kursem przenosi materac, czy łóżko.
Żeby nie skazywać Misia na pobyt w jego pokoju, Asia musi być w stanie przenieść łóżko, na którym ma leżeć Misiu, to jest jej marzenie, żeby dziecko mogło w dzień leżeć zdrowo i wygodnie. Łóżko ortopedyczne, jakie można wypożyczyć jest za duże i za ciężkie. Materac ze stelażem, na który zbieramy, umożliwi Misiowi samoobsługę w zakresie zmiany pozycji. Nie będzie uzależniony od tego, czy ktoś akurat może do niego podejść. No i Asia będzie mogła ten sprzęt przenosić.
Z kolei materac dmuchany jest gumowy. Gdy ktoś korzysta z niego cały czas, materac, niestety, zaczyna brzydko pachnieć. Ciało na nim się poci. Materac, na który zbieramy, oddycha.
Trzeba pamiętać, że Misiu jest wyniszczony chemioterapią. Dla niego każde drobne nawet zakażenie, czy to odleżyn od materaca, czy infekcja od spocenia się może stanowić potencjalne zagrożenie życia. Nawet ja w sezonie jesienno zimowym nie mogłam ich ani razu odwiedzić, bo wciąż borykamy się z drobnymi - dla nas - przeziębieniami. Michał gdy ma katar, ląduje w szpitalu.
Asia jest pielęgniarką - zanim zdecydowała się poprosić mnie o pomoc w zbieraniu środków, sprawdziła wszystkie inne, tańsze rozwiązania.

Jutro podam aktualny stan konta, bo banki w weekend nie księgują.

I kolejny update: ustaliłyśmy z Asią, że na wypadek, gdyby jakiś urząd przyczepił się do tej zbiórki, jej oświadczenie będzie brzmiało następująco: potrzebuję pieniędzy dla ciężko chorego dziecka, więc pożyczam od kogo się da. Jak będę miała, to oddam. Taka jest nasza wersja dla "życzliwych".
Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że trudno mi uwierzyć, że ktoś naprawdę mógłby donieść na matkę, która za wszelką cenę chce sprawić, by jej dziecko jak najmniej cierpiało w czasie, który pozostał...

Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy pomagają Asi i Misiowi w tej natrudniejszej ze wszystkich chwili próby.


Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Oto najnowsze obiecane zdjęcia. W tym zdjęcie niesamowitej poduszki i Michał na nowej poduszce pod nową kołdrą (informacyjnie, bo nie widać :-) ). Na pozostałych zdjęciach: Misiu z mamą Asią i ukochaną Yoko, która go nie odstępuje na krok.

UWAGA!!! (18 marca) Michał ma już materac - doszedł dzisiaj. Podobno jest niesamowity. :-) Przy najbliższej okazji zrobię zdjęcia. Pomyślcie: w chwili, gdy to piszę, jest 23:25. Michał pewnie już śpi. WYGODNIE, pierwszy raz od wielu, zbyt wielu miesięcy... :-)))
DZIĘKUJEMY!

Dziś Asia dostała Wasze listy: Fabella, Ty już wiesz, że dotarł właśnie Twój, drugi z Kanady, z bluzą i "wkładką"... Słuchajcie, jesteście niesamowici, niewiarygodni... Nie da się opisać wzruszenia Asi i jej wdzięczności za to, że jesteście z nimi myślami.
Asia sama Wam podziękuje wkrótce... :-)

Działamy dalej, jesteśmy już bardzo, bardzo blisko!!!

Photobucket


Oto faktura za materac! Podobno jest niesamowity! :-) DZIĘKUJEMY!!!


KOCHANI, KOŃCZYMY AKCJĘ! TO OGROMNY SUKCES I CUD, ŻE  TAK WIELE OSÓB Z CAŁEGO ŚWIATA SOLIDARNIE POSTANOWIŁO WESPRZEĆ ASIĘ I MICHAŁKA ORAZ ICH RODZINĘ W TEJ NAJTRUDNIEJSZEJ Z PRÓB. W NAJBLIŻSZYM CZASIE NAPISZĘ SPRAWOZDANIE Z AKCJI, CHCEMY, ŻEBYŚCIE WIEDZIELI, JAK BARDZO POMOGLIŚCIE. NA RAZIE PRZYGOTOWUJĘ ZDJĘCIA, A ASIA PRÓBUJE ZNALEŹĆ SŁOWA PODZIĘKOWANIA DLA WAS WSZYSTKICH, ŻEBYM MOGŁA JE TU ZAMIEŚCIĆ. DZIĘKUJEMY TEŻ TYM, KTÓRZY SKONTAKTOWALI SIĘ Z ASIĄ BEZPOŚREDNIO. WASZE SŁOWA OTUCHY NIE MAJĄ CENY. JESZCZE RAZ - DZIĘKUJĘ Z CAŁEGO SERCA.

Jutro, czyli po weekendzie, będę miała aktualne dane stanu konta. Asia na razie nie zdecydowała się na zakup stelaża. Jest to uwarunkowane dwoma czynnikami. Po pierwsze: producent (czy też dystrybutor) materaca TEMPUR upiera się, że na innym niż firmowy stelażu materac może się odkształcić i stracić swoje walory. Oryginalny stelaż TEMPUR to przynajmniej 4,5 - 5 tys. Mało prawdopodobne, by udało się zebrać taką kwotę. Sam materac, który już Michałowi służy, jest tak niesamowity, że trudno sobie wyobrazić coś lepszego. Nie wiemy, na ile sprzedawca ten jest uczciwy, a na ile rozczarowany (Asia deklarowała wcześniej chęć zakupu również stelaża u niego), bo mnie się wydaje, po tym, jak obejrzałam inne stelaże, że w zasadzie nie różnią się niczym, co mogłoby faktycznie zaszkodzić materacowi. Ale gdyby jednak coś się stało, to pan oznajmił, że materac straci gwarancję.
Drugi powód jest taki, że Michał już woli leżeć na płasko. W pozycji półleżącej za bardzo się męczy. Gdy ma ochotę posiedzieć, Asia sadza go w fotelu (zamiast stelaża rozważa zakup leżaka, który Misiu będzie mógł wykorzystywać zarówno w domu, jak i w ogródku, gdy zrobi się cieplej. Więc być może zakup stelaża, którego funkcje i możliwości i tak nie byłyby wykorzystane, faktycznie nie ma sensu. Decyzja należy do Asi.
Misiu jest w tej chwili bardzo słaby, większość czasu spędza śpiąc. Są dni, gdy kontakt z nim jest lepszy, ale są i gorsze... W tej chwili Misiu ma pogłębiające się problemy ze wzrokiem. Ale w tych chwilach, gdy jest rześki, myśli o Was bardzo ciepło i jest bardzo wdzięczny za udzieloną przez Was pomoc. Życzymy Wam wszystkim wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim zdrowia dla Was i Waszych bliskich. I dziękujemy.

Tę notkę zostawię tu jeszcze przez jakiś czas, by Ci, którzy zaglądają, by sprawdzić przebieg akcji, dowiedzieli się o jej efekcie. Zamieszczę najnowsze zdjęcia Michała, będę przez jeszcze pewien czas dodawać aktualności.


Osoby, które chcą mieć kontakt z Asią i jej rodziną, a nie zdążyły zapisać adresu, proszone są o kontakt pod moim adresem mailowym:
dica@poczta.onet.pl . Asia z wielką przyjemnością czyta Wasze listy i odbiera telefony.

Dziękujemy wszystkim, kórzy oprócz dorzucenia własnej cegiełki zmobilizowały swoich przyjaciół i znajomych. Dziękujemy Wam, dzięki którym historia Misia obiegła cały świat i poruszyła wiele serc.

Od siebie dziękuję Wam za lekcję, którą otrzymałam ja, ale i Wy wszyscy: nikt z nas tak naprawdę nie jest sam.

Photobucket


Photobucket

Michał się do Was uśmiecha. :-)


UPDATE

Rozmawiałam dziś z Asią, niestety tylko przez telefon, bo od prawie wdóch tygodni jesteśmy przeziębieni, a Michał nie może mieć żadnego kontaktu z najdrobniejszą nawet infekcją. Misiu jest bardzo słaby, wczoraj spał całą dobę z jedną krótką przerwą na posiłek. Wciąż jest zbyt chłodno, by mógł spać w dzień w ogrodzie, poza tym trawa jeszcze nie wzeszła, więc na razie i on, i jego bracia, siedzą w domu. Ale Asia ma nadzieję, że od maja Misiu będzie mógł spędzać czas na świeżym powietrzu.


Asia zrobiła zakupy z zebranych pieniędzy. Dzięki Wam udało się jej zapewnić Misiowi warunki idealne: Michał dzięki zbiórce, oprócz pościeli, materaca, poduszki itp., ma teraz inhalator i nawilżacz powietrza, ciśnieniomierz i kocyk elektryczny (Misiu ma problemy z utrzymaniem temperatury, strasznie marznie i wciąż mu zimno). To dla niej bardzo ważne, że może dziecku zapewnić najlepszą opiekę bez wzywania pomocy z zewnątrz. Opieka z hospicjum jest wyśmienita, ale nie jest to opieka całodobowa. Asia jest z zawodu pielęgniarką, więc potrafi dbać o Misia nie tylko jak mama, ale też jak siła fachowa. Sama wykonuje przy nim większość zabiegów. Oprócz tego jest wspaniałą mamą dla braci Misia: ośmioletniego Kuby i dwuletniego Maciusia.



W Szwecji czeka na transport do Polski stelaż pod materac. Jeżeli ktoś z Was ma kogoś znajomego, kto mógłby zabrać spory kawał mebla do samochodu lub przetransportować go w inny sposób do Polski - będzimy wdzięczni. Stelaż czeka w Malmo.

Mam kłopot z internetem, jak na złość, więc sprawdzam pocztę najwyżej raz dziennie, ale staram się czuwać.

Tymczasem życzę Wam w imieniu swoim i Asi, oraz jej rodziny Wesołych Świąt Wielkanocnych, pełnych miłości i ciepła rodzinnego stołu. Życzę Wam zdrowia, pogody ducha, wiary w człowieka i niegasnącej nadziei.

Jeśli ktoś z Was chciałby skontaktować się z Asią bezpośrednio, oto jej adres mailowy:
zelkot@o2.pl


Tylko proszę - organizacyjne sprawy kierujcie do mnie, bo Asia ma dość na głowie i choć w tym zakresie chcę ją odciążyć. Postaram się w nadchodzące wolne dni zamieścić zdjęcia Misia z jego sprzętem zakupionym dzięki Waszemu wsparciu. Dziękujemy!!!





Lilka 2009-02-18 22:15:04
skomentuj (118)


Wydanie specjalne
a

Niezbędnik
Ściąga
Od kuchni

Męskie sprawy
Męskie rozkosze
Podwójna czarna
Czas cappucino
Bazylek
Prawdziwego mężczyzny utyskiwania spod pantofla

Babiniec
Intymnie
Odchudza się
Rodzinka
Bunny
Aphrael
Crazy house
Wzajemnie
Na cały dzień

Bez cenzury
Wielka Księga Chichotów
Białe Kozaczki
W mordę
W sieci

Po znajomości
Potyczki
2 + 1
Na fali
Sze
Jedwabne niteczki
Calamity
Pierniczenie
Pod psią i kocią łapą
Karat

Lektury prawie obowiązkowe
Elka gra
Zimno
Reklamożercy
Flesh & blood
Na językach
Paszczur
Matka opiernicza
Mama marudzi
Matka mojego dziecka


{smscontact}
© design by indiansummer