Czasem jest tak, że finansowo przędę tak cienko, że aż strach. Rozbijam wtedy świnkę-skarbonkę i żyję z drobnych oszczędności. Któregoś dnia takimi właśnie drobnymi oszczędnościami – monetami o nominale 10, 20 i 50 groszy – postanowiłam zapłacić kierowcy autobusu za bilet (7,40).

Wręczyłam mu pieniądze, a on prychnął.
Ja: Odliczone.
ON: Dla mnie to nie są odliczone!!!
Ja (ugodowo): Oczywiście, więc proszę sprawdzić.
ON zabulgotał.

Przepraszająco popatrzyłam na faceta, który czekał za mną w kolejce. Uśmiechnął się mówiąc, że nie ma sprawy, że to pieniądze, jak inne.

Kierowca warknął.
Ja (do faceta w kolejce): Mnie takimi płacą, ja też czasem muszę zapłacić drobnymi.
Kierowca zacharczał: Ja pani takimi nie płaciłem!
Ja: Trudno, to też pieniądze.
ON: Niech pani zamilknie! Niech się pani nie odzywa! Niech pani nic nie mówi!!!