za-co-on-sie-obrazil blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2003

Rozwieszam mokre pranie na suszarce w łazience. On stoi w drzwiach i się przygląda. Gdy wieszam drugą parę czarnych stringów, nie wytrzymuje.

ON: O ile pamiętam, nie nosiłaś ostatnio stringów przy mnie…Dla kogo w takim razie je zakładałaś?
Ja (rozkojarzona): A skąd ja mam wiedzieć, ile czasu one leżały w koszu na brudną bieliznę?

Po chwili zaczynam się uważnie przyglądać jednej parze. Parę dni wcześniej spała u mnie przyjaciółka i dochodzę do wniosku, że musiała zostawić swoje koronki.

Ja: O, te chyba nie są moje. Ja takich raczej nie miałam.
ON: No??? I jak to wytłumaczysz???
Ja: No do jasnej cholery – przecież nie nosił ich facet!!!

Ona – mężatka z dzieckiem starsza od niego o jakieś 5 lat
On - jej kochanek, przesadnie dbający o dobre zdanie wśród znajomych, rodziny, sąsiadów itd itp, ambitny, inteligentny, dobrze rokujący doktorant politechniki, z zasadami :P, o nieskazitelnej (hehe) opinii…

————–

Scena 1

Ona poznała kiedyś jego siostrę, siostra wie jak ona się nazywa, że ma rodzinę, ale nie wie że mają romans (z powodów jak wyżej), po prostu się znają.
Ona dzwoni do niego do domu i jako osoba dobrze wychowana przedstawia się z imienia i nazwiska, odbiera jego siostra i woła go: „Sławku, dzwoni M.K.!”

ON (zbiega do telefonu i syczy w słuchawkę): Nie dzwoń do mnie do domu, a jak dzwonisz to się nie przedstawiaj z imienia i z nazwiska, przecież wiesz, że moja siostra cię zna i wie że masz męża. Na pewno skojarzy!
ONA: Co skojarzy??!!

Scena 2

Znowu Ona i On siedzą w jej samochodzie i ROZMAWIAJĄ pod jego akademikiem. W samochodzie na tylnym siedzeniu dziecięcy fotelik. Nagle on wykonuje błyskawiczne padnij! pod przednie siedzenie.

ONA: Ale o co chodzi?
ON: Właśnie przechodzili moi znajomi.
ONA: Tak, a ja mam na czole napisane, że jestem twoją kochanką i że pół godziny temu uprawialiśmy namiętny seks pod prysznicem!

Scena 3

Z serii „zaborczy mężczyzna”.

ONA: Umówiłam się wczoraj z A. na babskie pogaduchy.
ON (chyba szczerze): Cieszę się, że dobrze się bawiłaś. To ważne – tak pogadać czasem z przyjaciółką.
ONA: Taki mam układ z mężem, że co najmniej raz albo dwa razy w tygodniu robię sobie babski wieczór i wychodzę sama.
ON (równie szczerze): To bardzo fajnie, ale wiesz ze gdybyś była ze mną, to wszędzie chodzilibyśmy razem.
ONA: ???
ON: Nie rozumiem takiego układu, że kobieta gdzieś wychodzi sama…
ONA: Na babskie pogaduchy byś ze mną chodził???

JA: Przecież ona wie, że ja mam dziewczynę. Nie rozumiem twojej reakcji.
ONA: A niby skąd ma wiedzieć?! Przecież na wszystkich zdjęciach jesteś sam.
JA: Zdjęcia o niczym nie świadczą. Najważniejszy jest przekaz informacyjny, a przecież pisałem, że mam dziewczynę i wcale się ciebie nie wypieram. Zresztą jak chcesz mogę wysłać zdjęcie, na którym jesteśmy razem (i wybiera).
ONA: No właśnie. Pewnie wybierz to, na którym tak nieatrakcyjnie wyglądam wtedy gdy jeszcze byłam farbowaną blondynką. Pewnie. To w czerwonym swetrze. Jak możesz!!! Przecież wiesz, że nie lubię tego zdjęcia.
JA: Mój Boże, to przecież nie konkurs piękności.
ONA: Wiesz co ci powiem!! Nawet gdyby to był konkurs piękności, a ja bym w nim startowała, a ty byłbyś w jury, to od ciebie nie dostałabym żadnego punktu.
JA: No. Masz rację, bo posądziliby mnie o protekcję.
ONA: Wiedziałam. Jesteś okropny. Kiedy ostatni raz powiedziałeś mi, że ładnie wyglądam?
JA: W zeszłym tygodniu, jak zobaczyłem cię w łazience podczas czyszczenia zębów.
ONA: A ja staram się dla ciebie tak dobrze wyglądać… W ogóle tego nie doceniasz…
JA: Nie dla mnie, tylko dla swojego szefa z pracy. A co to ma za znaczenie?! Nie kłoćmy się o rzeczy nieistotne.
ONA: Dla ciebie mój wygląd miał tylko znaczenie wtedy, gdy mnie poznałeś. Teraz nie ma znaczenia. Opatrzyłam się, co nie? Już nie szukasz we mnie urody? Wybierasz najbrzydsze zdjęcie, bo taką mnie widzisz i nie chcesz widzieć innej. Dla ciebie jestem już normalna, nijaka.
JA: Już rozumiem. To nie chodzi o zdjęcie, czy twoją urodę. Bo dobrze wiesz, że akurat twoja uroda odpowiada mi w dużym stopniu, poza tymi wyskubanymi brwiami.
Chodzi o zwykłą zazdrość. Jest ci przykro, że wysyłam zdjęcie do innej kobiety i boli cię to. Może masz rację. Gdybym jako facet znalazł się w takiej sytuacji, też pewnie szukałbym pretekstu, by się trochę z tobą pokłócić:)

Komentarz Lilki:
Gdy widzę coś takiego w wykonaniu babki, to jest normalne. Gdy widzę taką akcję w wykonaniu faceta – jestem niezmiennie zdumiona. Wszak twierdzicie (Panowie), że mężczyzna powinien być męski i nie dbać o to, jak wyszedł na zdjęciu… No chyba, że wyszedł niemęsko… ;-)

Zdjęcie…

20 komentarzy


Ja: On wie, że mam chłopaka.
ON: Akurat! Ciekawe, dlaczego na wszystkich zdjęciach, które mu wysłałaś jesteś sama!
Ja: Bo on chciał zobaczyć, jak ja wyglądam, a nie wszyscy krewni i znajomi królika! A poza tym nie na wszystkich!
ON: Tak? Jesteś na jakimś zdjęciu ze mną?
Ja(myślę intensywnie): TAK! Proszę, tu! Nawet w komentarzu napisałam, że ten tu, to mój chłopak! Widzisz? Nie wypieram się ciebie!
ON (milczy przez chwilę).
ON: No oczywiście! Wybrałaś takie zdjęcie, na którym beznadziejnie wyglądam! Dlaczego nie wysłałaś tego z Włoch, tego, które zrobiliśmy na łódce? Tylko specjalnie wybrałaś takie, na którym wyglądam okropnie!
Ja (zrezygnowana): Na tym wyglądasz lepiej, niż na tym z Włoch…

I tak dalej, i tak w nieskończoność… :-)

23:30

21 komentarzy

Muszę, po prostu muszę to opisać.
Historyjka ostatnio zasłyszana, bohaterów nie znam osobiście, ale źródło absolutnie pewne. Słuchajcie:

Pewna pani i jej małżonek mieszkają w pięknym domu. A że warunki, w jakich żyją, są dość luksusowe, dom i obejście zabezpieczone są przeróżnymi alarmami i blokadami.
Któregoś wieczoru, dość późną porą, około 22:30, pan odebrał telefon od przyjaciela, który utknął wraz z autem w zaspie śniegu. Przyjaciel poprosił go o pomoc w wydostaniu się z pułapki, a przy okazji o dotrzymanie mu towarzystwa w pewnej służbowej i dość niebezpiecznej misji. Niektóre zawody tak mają…
Pan poinformował swą ukochaną, piękną małżonkę o zajściu. Dzielna, zaprawiona w boju kobieta za swój obowiązek uznała wysłanie męża na pomoc przyjacielowi. Zaniepokoiło ją jednak, że mąż przed wyjściem wciska się w najlepszy garnitur, zapina złote spinki na mankietach najlepszej koszuli i pastuje buty.

ONA: Nie pójdziesz w tym stroju.
ON: Kochanie, ależ pójdę. Muszę dobrze wyglądać podczas tej „misji”.
ONA: Nie pójdziesz.Ubierz inny garnitur.

Pani postawiła na swoim, mąż się przebrał. Ale nie był już w stanie uśpić czujności swej małżonki.

ONA (tonem nieznoszącym sprzeciwu): Masz wrócić o dwunastej trzydzieści. Najpóźniej. Jak nie, to pożałujesz. Masz co kwadrans puszczać mi sygnał na komórkę, a co pół godziny wysyłać smsa. Jasne?
ON: Jasne.

Gdy wyszedł, pani łyknęła pigułkę na sen, a zanim się w nim pogrążyła, słyszała napływające na komórkę sygnały.

Obudziła się nagle i stwierdziwszy, że małżonka nie ma obok, spojrzała na zegarek. 3:30!!! Zerwała się jak oparzona, wściekła jak osa. Obeszła cały dom, zamykając wszystkie okna, drzwi, uruchamiając alarmy, blokady, czujniki ruchu, zamykając bramę pilotem i na kłódkę, ukrywając głęboko pilota i kluczyk od kłódki… Rozzłoszczona poszła do łóżka z twardym postanowieniem, że nie wpuści niesłownego męża do domu.

Obudziły ją regularne uderzenia w okno sypialni. Zerwała się z łóżka, podbiegła do okna, a za oknem stał mąż i rzucał w szybę śnieżkami. Otworzyła okno i zaczęła na niego krzyczeć:

ONA: Co ty sobie wyobrażasz, o której miałeś być w domu, mam tego dosyć, nie wejdzisz tu, miałeś się meldować, miałeś być po północy, nie masz zegarka?

Zanim zdążył coś powiedzieć, wyrzuciła przez okno w jego stronę doniczkę z kwiatkiem i zatrzasnęła okno.
Nie ustąpił i znów zaczął rzucać śnieżkami.

Otworzyła okno i natychmiast usta, ale tym razem był szybszy.

ON: Jest dwunasta piętnaście.
ONA:Co?
ON: Jest dwunasta pietnaście… Spójrz na zegarek.

Popatrzyła. Na jeden (00:15), na drugi (00:15), na ścienny (00:15), na radio (00:15)…

Zamknęła okno. Otworzyła drzwi. Wpuściła go. I natychmiast zrobiła awanturę o coś innego. Żeby nie było, że się czepia bez powodu.

Mahomet

10 komentarzy

Przed chwilą wstałam z łóżka i snuję się po domu w piżamie.
Obraził się i siedzi w samochodzie. Obraził się zeszłego popołudnia. Teraz jest ranek następnego dnia. Zdaje się, że będzie próbował wrócić.

Przysyła mi SMSa:
ON: Jestem na dole w samochodzie. Zejdź do mnie, to porozmawiamy.
Odpowiadam mu:
Ja: Chodź do domu. Jestem jeszcze w piżamie.
ON: Każda wymówka jest dobra.

Jak każda kobieta nie okazuję najmniejszej chęci pojednania, skłonności do kompromisu i tym podobnych. Po prostu – znów moje musi być na wierzchu i znów to Mahomet musi do góry… ;-)

Ja: Wiesz, jesteś najbardziej atrakcyjnym facetem, jakiego znam. Masz takie piękne ciało, jesteś tak proporcjonalnie zbudowany…
ON: A ty jesteś najbardziej pociągającą kobietą, jaką w życiu spotkałem.
Ja: Pociągającą? TYLKO pociągającą? Czyli nie możesz powiedzieć, że piękną i tak dalej?
ON: Przecież mówię – jesteś niesamowicie pociągająca, uwielbiam twoje ciało.
Ja: No tak, ale że TY je uwielbiasz, nie znaczy, że ono jest obiektywnie atrakcyjne!
ON: Słuchaj – jesteś dla mnie najpiękniejsza.
Ja: Dla ciebie – to oznacza, że tak w ogóle nie, a tylko dla ciebie tak.

Ale jesteśmy kwita.

Ja: Masz piękne ciało.
ON: Ale chciałbym mieć większego.
Ja: Ale masz dużego, po co ci większy?
ON: Bo tak. On nie jest duży, tylko przeciętny.
Ja: Jest duży, jest ogromny, większym byś mnie zabił.
ON: Nie jest, mógłby być trochę większy.
Ja: To jakiego byś chciał mieć?! Do kolan?
ON: Nie do kolan, ale mógłby być trochę większy.

Amen.

To już nawet nie chodzi o to, ZA CO ON SIĘ OBRAŻA, ale o to, w jaki sposób to robi. Nie jestem zwolenniczką słodkich związków z jedzeniem sobie z dziobków nawzajem, ale też ucieczki przed problemami też mnie nie kręcą. A ON ucieka.

Przyszła nasz koleżanka. Do nas – nie do mnie. Osoba, a którą wcale nie dogaduję się lepiej, niż ON, z którą wcale nie mam więcej wspólnych tematów, niż ON i tak dalej. Po prostu NASZA koleżanka, a nie MOJA koleżanka.

ON poszedł do sąsiada naprawić mu komputer. Miało mu to zająć chwilkę. Zostałam z koleżanką nic-nie-robiąc, w nadziei, że gdy ON wróci, wspólnie wymyślimy jakieś atrakcje. Po kwadransie wpadła sąsiadka, by poinformować, że panowie już skończyli i teraz plotkują, więc może bym się przyłączyła. Powiedziałam , że jest koleżanka i nie bardzo mogę wyjść, po cichu licząc, że sąsiadka powie „to chodźcie obie”, ale nie powiedziała. Sąsiadka poszła, ON nie wrócił. Minęły dwie i pół godziny. Koleżanka postanowiła iść do domu. Przez chwilę chciałam przyłączyć się do posiadówki u sąsiadów, ale postanowiłam wcześniej wyprowadzić psy na wieczorny spacer. I gdy się ubrałam, by wyjść, zjawił się szczęśliwy i beztroski ON.

Trafił mnie szlag, czekałam na gromy z jasnego nieba i trzęsienie ziemi, ale powstrzymałam (na chwilę) emocje.

Ja (jak pewnie tysiące kobiet na ziemi w tym samym czasie): Skoro było ci tam tak dobrze, po co w ogóle wróciłeś?

I w tym miejscu zaczęła się awantura. Krótka, treściwa, zakończona jego już tradycyjnym pakowaniem i postanowieniem, że tym razem wyjeżdża już na zawsze. Jak zwykle.

Byłam uosobieniem baby z wałkiem do ciasta (taki wałek sam mi sprawił rok temu pod choinkę; prorok jaki, czy co?), teściowej, wrednej zazdrosnej podstarzałej żony i innych heter. A on miał niewinne oczka i wielce zdziwioną minkę.

I nie byłoby o czym pisać, bo jego oburzenie miałoby nawet sens, gdyby nie następujące fakty:
1. nie tak dawno zrobił mi aferę, że siedzę przy kompie, gdy on śpi, zamiast się nim zajmować
2. cierpimy na ciągły brak czasu dla siebie, bo spotykamy się tylko w weekendy
3. z tymi sąsiadami już raz mnie wrobił – zaprosił ich, a tuż przed ich przyjściem obrażony o jakąś pierdołę wyjechał, oczywiście nie informując ich, że kawka zapoznawcza odwołana – chwilę po rozstaniu z nim, wściekła, z oczami czerwonymi od płaczu przyjmowałam sąsiadów z uśmiechem od ucha do ucha, robiąc dobrą minę do złej gry; najwyraźniej tym razem postanowił nadrobić zaległości towarzyskie…
4. notorycznie wrabia mnie w gości, których potem zatrzymuje na noc i w ogóle cuda wyprawia, żeby tylko BYLI, po czym standardowo robi mi awantury, że nie mam dla niego czasu, że nie zwracam na niego uwagi, że się nim nie zajmuję
5. kurwa mać

Jak to zwykle bywa, oliwa zawsze na wierzch wypływa, Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy i tak dalej.
Spędził za karę pół nocy wożąc mnie po lekarzach. Tuż po awanturze napadł na mnie dziki kot (w dużym uproszczeniu), ugryzł i przepadł. Dostałam zastrzyk przeciwtężcowy, skierowanie na zastrzyki przeciwko wściekliźnie i jako bonus – jego dobry humor, nadprogramową troskę i moją świadomość, że ON się nie wyśpi za karę.

Tak, z radością oświadczam, że jestem podła i mściwa.

Wpadłam w Sylwestra do mojego małżonka, bo mi się pies pokaleczył. Poszyliśmy, naprawiliśmy, zrobiliśmy przegląd techniczny pozostałych zwierzaków. Mąż się śpieszył – postanowił zamknąć gabinet godzinę wcześniej, niż miał zamiar jeszcze rano.

ON (poganiając mnie): Muszę jeszcze tyle rzeczy zrobić w domu! I zakupy! Nie mam nic do jedzenia!

Akurat parę dni wcześniej przyłapałam go z jego nową panną (ble), więc pozwalam sobie na małą złośliwość.

Ja: O, a od czego masz panienkę? Niech się na coś przyda i zrobi zakupy.
ON: Ona robi, to co ma robić.
Ja: Żartujesz… POŁYKA???

Nie obraził się. Próbował się oburzyć, ale zaczął się śmiać.


  • RSS