ON: Ta ciźka w reklamie jest podobna do Catherine Zety-Jones.
Ja: Eee, nie. Prędzej do Lucy Liu .
ON: A kto to jest?
Ja: Ta z Ally McBeal.
ON: Nie. Do Zety-Jones.
Ja (nie dający się ukryć blond): A ja?

Wciąż nie mogę zrozumieć, jakim cudem poleciał na mnie, skoro jego ideał wygląda zupełnie inaczej.

ON: Ty też.
Ja: Z której strony???
ON: Obejrzyj „Maskę Zorro”, to będziesz wiedziała, z której strony.

Chyba pije do mojego charakterku.

Ja: Widziałam „Maskę…” i podobieństwa za diabła nie widzę.
ON (wreszcie rzuca na mnie okiem i wzdycha): Cholerna blondyna.

PS.

Kilka dni później stoimy w sklepie przed półką z czasopismami. Na okładce jednego z nich rzeczona C.Z-J.

ON (biorąc do ręki egzemplarz i czytając podpis pod zdjęciem: „woli starszych panów”, czy coś w tym stylu): Już jej nie lubię.
Ja: A co ci szkodzi nadal ją lubić. Poza tym, wciąż chyba jest – według ciebie – ładniejsza ode mnie.

Właśnie pogodziliśmy się po sporej aferze z rozstaniem w tle, więc ON stara się nie podpaść.

ON: Jak to? Ależ skąd! Nigdy nie twierdziłem, że jest ładniejsza od ciebie!!! Znów przekręcasz moje słowa!
Ja: Nie przekręcam, nie przekręcam. Tak powiedziałeś. A zresztą – mniejsza z tym. Popatrz – na tym zdjęciu widać, jakie ona ma rzadkie włosy.
ON: O, no… rzeczywiście. Ona łysieje…

Wychodzimy ze sklepu zgodni i uśmiechnięci…