za-co-on-sie-obrazil blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2003

Drugi raz się rozwodzę (darujcie sobie komentarze, że to ze mną jest coś nie tak, a nie z nimi – po prostu prześladuje mnie pech ;-) ), mąż na sprawę przychodzi dowcipnie w ślubnym garniturze. Do tego garniturze, za który zapłaciłam do dziś nie spłaconą kartą kredytową. Znów odpowiadamy na pytania z listy.

Sędzina: Dlaczego rozstał się pan z żoną?
ON: Bo dużo wyjeżdżałem, uczyłem się, pracowałem…
Sędzina: Ale dlaczego rozstał się pan z żoną?
ON: Bo dużo pracowałem, uczyłem się, wyjeżdżałem…
Sędzina: Ale czy pan mnie rozumie? Ja pytam, dlaczego najpierw wybrał pan tę kobietę spośród innych kobiet, a teraz nie chce jej pan znać!
ON: Bo dużo wyjeżdżałem, uczyłem się, robiłem specjalizację…
Sędzina (zaraz wstanie i walnie go czymś ciężkim): Zadaję panu proste pytanie! Czy jest pan w stanie na nie odpowiedzieć???
ON (wyraźnie zdziwiony): No… Dużo pracowałem, dużo czasu poświęcałem na naukę, robiłem specjalizację, wyjeżdżałem do szkoły…
Sędzina (do protokolantki): Proszę zapisać: „żona mnie nie rozumiała”.

Niejako przy okazji, przypomniałam sobie ostatnio pewne wydarzenie.
Rozwodzę się z pierwszym mężem. Sąd Rodzinny to takie miłe, niesprawiedliwe miejsce, w którym kobieta jest z góry na wygranej pozycji, mając za sobą cały żeński skład sędziowski, a w moim przypadku jeszcze okoliczności.
Mąż, jako powód, pierwszy odpowiada na zadawane przez sędzinę pytania, ale strasznie się plącze. Ja się do tego przyzwyczaiłam przez lata związku, ale sędzina jest wyraźnie zirytowana.
W końcu nie wytrzymuje i kieruje pytanie do mnie.

ONA: Jak pani sądzi, dlaczego mąż przestał panią kochać?
Ja: Myślę, że mu się znudziłam po prostu.
ONA (do mojego męża): Czy pan się z tym zgadza?
ON (wyratowany z opresji skwapliwie przytakuje): Tak, tak!

Później, podczas podsumowania naszych zeznań, sędzina pyta mnie, czy jestem pewna, że nie chcę pozostać w tym małżeństwie.

Ja: Jestem pewna.
ONA (sądzę, że wbrew wszelkim panującym w sądach regułom): Nie dziwię się pani.

Mój mąż obraził się na nas obie.Podejrzewając chyba zmowę, bez słowa wyszedł z sądu. I tyle go widziałam.

Byłam ostatnio świadkiem następującej scenki:
Dziewczynka, lat około 4, rozmawia z kolegą w tym samym wieku.

ONA: Mam cię kopnąć w jaja, tak jak ostatnio?
ON (poważnie naburmuszony): Ja nie mam jaj!

Po czym obrażony odwraca się tyłem do niej. Ha! Tego się jednak nie da uniknąć!!!

Lato. Ciepły wieczór. Środek tygodnia, więc ON w pracy, a ja mam wakacje. Włóczymy się z koleżanką po ulicach wioski na Kaszubach. Popijamy piwko z plastikowych kubków. Śmiejemy się tak beztrosko, jak to tylko latem możliwe. Dzwoni moja komórka.

Ja (wciąż uśmiechnięta i dodatkowo uradowana jego telefonem): Cześć, kochanie!
ON (po chwili milczenia): … Cześć. Słyszę, że się doskonale bawicie, więc nie będę przeszkadzał.

I rozłącza się.
Czy ja muszę coś dodawać?…


  • RSS