Drugi raz się rozwodzę (darujcie sobie komentarze, że to ze mną jest coś nie tak, a nie z nimi – po prostu prześladuje mnie pech ;-) ), mąż na sprawę przychodzi dowcipnie w ślubnym garniturze. Do tego garniturze, za który zapłaciłam do dziś nie spłaconą kartą kredytową. Znów odpowiadamy na pytania z listy.

Sędzina: Dlaczego rozstał się pan z żoną?
ON: Bo dużo wyjeżdżałem, uczyłem się, pracowałem…
Sędzina: Ale dlaczego rozstał się pan z żoną?
ON: Bo dużo pracowałem, uczyłem się, wyjeżdżałem…
Sędzina: Ale czy pan mnie rozumie? Ja pytam, dlaczego najpierw wybrał pan tę kobietę spośród innych kobiet, a teraz nie chce jej pan znać!
ON: Bo dużo wyjeżdżałem, uczyłem się, robiłem specjalizację…
Sędzina (zaraz wstanie i walnie go czymś ciężkim): Zadaję panu proste pytanie! Czy jest pan w stanie na nie odpowiedzieć???
ON (wyraźnie zdziwiony): No… Dużo pracowałem, dużo czasu poświęcałem na naukę, robiłem specjalizację, wyjeżdżałem do szkoły…
Sędzina (do protokolantki): Proszę zapisać: „żona mnie nie rozumiała”.