za-co-on-sie-obrazil blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2003

Bławo

32 komentarzy

ON, wśród licznych zalet, posiada także uroczą wadę wymowy. Nie wymawia „r”. Wada powszechna, żeby nie powiedzieć – pospolita, nie zwracająca uwagi, za to dodająca uroku. Jednak ON na punkcie swojej wady jest wariacko przewrażliwiony, o czym dowiaduję się niejako „przy okazji”. A okazja jest następująca:
Pech chce, że ON ma rywala. Rywal nie tylko próbuje mnie uwieść, ale jeszcze nie szczędzi lekko jadowitych uwag pod adresem konkurencji. ON chodzi struty. Dla mnie stara się być szczególnie miły, jednak czasem niepewność daje o sobie znać atakiem złego humoru.
Panowie nigdy się nie widzieli, a pojedynki toczą wyłącznie na arenie internetowej. Na ulubionym czacie nieraz sypią się iskry.
ON nie wie, że jego rywal od dawna używa specyficznego powiedzonka. Mianowicie – zamiast „brawo”, mówi i pisze „bławo”. Jestem do tego tak przyzwyczajona, że zupełnie nie zwracam na to uwagi, podobnie jak nie zauważam wady wymowy swego ukochanego.
Któregoś dnia podczas pełnej wyjątkowych złośliwości wymiany poglądów, rywal komentuje wypowiedź mojego chłopaka rzeczonym „bławo”. Nie wiem, jak dalej przebiegała rozmowa panów, za to wiem, co się działo, gdy ON się ze mną spotkał.

ON: No pięknie! Nieźle obrabiacie mi tyłek!
Ja: ???
ON: Nie macie już o czym rozmawiać? Taki ciekawy temat sobie znaleźliście?
Ja: Powiesz mi coś więcej? O czym, u diabła, mówisz???
ON: Musiałaś mu powiedzieć, że nie wymawiam „r”!!! Zrobiłaś to po to, żeby mógł ze mnie kpić!!! Zrobiłaś ze mnie idiotę!!!

No i klops. Lata całe spędziłam na tłumaczeniu, że to przypadek i próbach udowodnienia tego. Chyba do dziś nie uwierzył.
Nie rozumiem tylko, dlaczego nie ma pretensji do rodziców, Urzędu Miasta i innych instytucji, a przede wszystkim do losu, gdyż przedziwny splot okoliczności sprawił, że człowiek, któremu sądzona była właśnie taka wada wymowy, w imieniu, nazwisku, adresie i większości danych osobowych posiada niezwykłe ze statystycznego punktu widzenia nagromadzenie znienawidzonej głoski.

Jeśli w najbliższym czasie nie pojawi się następna historyjka, oznaczać to będzie, że ON przeczytał powyższe i jest bardziej przewrażliwiony, niż sądziłam…

Siedzimy u przyjaciół. Gadamy o wszystkim i o niczym. Akurat „na tapecie” jest kino.

ON: Wyobraźcie sobie, że ktoś o „Stygmatach” powiedział tylko: „niezły dreszcz”…

Rzeczywiście, pamiętam tę sytuację. Byliśmy pod wrażeniem „Stygmatów”, gdy zadzwoniła koleżanka i opowiedziała, że nasz wspólny, niezbyt lubiany znajomy, właśnie tak wyraził swoje emocje po wyjściu z kina…

Przyjaciele kiwają głowami.

ON (kontynuuje): Wychodziliśmy z kina, całe towarzystwo mocno poruszone, wciąż milczymy, a tylko jeden X…

Słucham i własnym uszom nie wierzę. Na „Stygmatach” byliśmy tylko we dwoje. Pamiętam to dokładnie, bo tuż po filmie ON pozwolił mi poprowadzić swój samochód. Przeżyłam to wówczas bardziej, niż film, bo prowadzenie prawdziwego, sprawnego samochodu po moim osiemnastolatku, było doświadczeniem niezapomnianym. Pamiętam, że po powrocie do domu mówiłam tylko, że o filmie chętnie pogadam później, a na razie myślę tylko o tym, jaki samochód może być wygodny.

Ale słucham dalej i nie przerywam.

ON: Jak X rzucił ten tekst, to towarzystwo popatrzyło na niego jakoś tak dziwnie i już przez resztę wieczoru trzymaliśmy się od niego z daleka.

Zaczynam się zastanawiać, czy on zdaje sobie sprawę z tego, co mówi. Może ma jakiś cel, żeby właśnie TAK przedstawić to znajomym. Choć nie mogę się doszukać stosownego motywu. Nie prostuję niczego, bo nie chcę publicznie się go czepiać, poza tym to akurat zupełnie bez znaczenia.

Jednak po powrocie do domu ciekawość mnie zżera.

Ja: Kochanie, a czemu ty opowiadałeś, że na „Stygmatach” byliśmy z X? Przecież byliśmy sami, a o X usłyszeliśmy od koleżanki…
ON:???
Ja: No, nie pamiętasz? Po kinie prowadziłam twój samochód…
ON: Tak??? Naprawdę? To nie byliśmy z X? To skąd my o tym wiemy?
Ja: No bo zadzwoniła do nas J. i opowiedziała to.
ON: To X był na „Stygmatach” z J.?
Ja: Nie wiem, nie pamiętam, ale z całą pewnością nie był w kinie z nami!
ON: Na pewno???
Ja: Błagam, powiedz, że żartujesz! Ty naprawdę wierzyłeś w to, co opowiadałeś?
ON: No… Naprawdę byliśmy sami???

Ratunku. Ja wiem, że to, z kim byliśmy w kinie nie ma żadnego znaczenia. Ale skoro ON w ten sposób przekształca w głowie rzeczywistość, to skąd mam wiedzieć, kiedy mówi prawdę, no i już wiem, dlaczego ON święcie wierzy, że źle go traktuję, zdradzam i ogólnie nim pomiatam.
Nie ma to jak skuteczna autosugestia…

ON odwozi mnie do pracy. To nasze ostatnie chwile razem – gdy wysiądę, ON, jak zwykle po weekendzie, wróci do domu. Choć to trwa już kawał czasu, nie przyzwyczaiłam się do tych rozstań i tęsknię zawczasu. Jesteśmy obydwoje podenerowowani, bo jest trochę późno. Rano przytrzymali nas w domu „fachowcy” instalujący net; miało im to zająć półtorej godziny, a zajęło trzy. Z samochodu dzwonię do klienta, że spóźnię się kwadrans. Kończę rozmowę i chcę jeszcze chwilę porozmawiać z moim ukochanym.
Poruszam bezpieczny, neutralny temat.

Ja (nawiązując do porannej wymiany zdań): To mówisz, kochanie, że remont robisz w adidaskach…
ON (wydziera się): Nie, kurwa, w łazience!!!!!

Do końca podróży siedzę jak trusia. W samochodzie władzę ma ten, kto dzierży kierownicę, o ile druga osoba nie ma pistoletu, albo chociaż spadochronu.
Na do widzenia dostaję buzi i życzenia miłego dnia. Czyli mu przeszło.

Kilka godzin później w rozmowie ON twierdzi, że za wybuch w samochodzie dawno i wylewnie mnie przeprosił. Jest bardzo zdziwiony, że nie pamiętam. Pytanie: co wziął i czy ktoś może mi to załatwić? Ja też chcę mieć najgorsze za sobą!


  • RSS