za-co-on-sie-obrazil blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2003

Na długo przed pierwszym ślubem, na samym początku mojego związku z przyszłym pierwszym mężem, zostałam przyłapana przez przyszłego teścia (przyjmijmy, że „Iksa”) z papierosem.

ON (przez całe życie dyrektor, przyzwyczajony nadmiernie do wydawania rozkazów): Jak już będziesz Iksem, to nie będzie ci wolno palić! Nie będziesz mogła też robić tego i tamtego, a będziesz musiała to i owo!

Trafiła kosa na kamień.

Ja (krnąbrna jak zwykle): Tak? W takim razie nigdy nie będę Iksem.

Prawie eksplodował z oburzenia, choć nie powiedział ani słowa.

Trzy, czy cztery lata później, tuż po ślubie, oczekujemy z mężem jego rodziców. Wchodząc do naszego mieszkania teść rzuca okiem na wizytówkę na drzwiach, na której jak byk stoi napisane, że mieszkanie zamieszkuje pan Iks z panią Igrek. Teść nie wytrzymuje.

ON: Macie nieaktualną wizytówkę, musicie ją zmienić.
Ja: Ależ nie, jest jak najbardziej aktualna.
ON: Jak to?
Ja: Zostałam przy swoim nazwisku. Mówiłam, że nigdy nie będę Iksem.

Ha! Trzeba było widzieć jego minę wtedy!

Czekam na niego z obiadem. Nic wyszukanego – po prostu po powrocie z pracy zrobiłam szybki rosół (na marginesie -pyszny).
Wreszcie przyjeżdża po tygodniowej nieobecności. Wszystko jest już gotowe, ciepłe, natychmiast rozstawiam talerze.

Ja: Jesteś głodny? Zjesz obiad?
ON: Jasne, super.

Jemy. W połowie posiłku ON decyduje się na komentarz.

ON: Ach, ten makaron… Ale miałbym ochotę na ten makaron ze śmietaną i cukrem… Ach… Ach…

Milczę. W końcu każdy ma prawo mieć ochotę na coś innego, niż potrawa właśnie konsumowana. I nie każdy jest na tyle delikatny, żeby o tym nie mówić.

ON: Ach… A tak to muszę się męczyć z tym rosołem!
Ja: Ale z ciebie świnia! To nie jedz!Cholera, więcej ci nic nie ugotuję! W ogóle nigdy nie dam ci nic do jedzenia!

Ciepłe letnie popołudnie. Śpieszymy się do pracy. Przed wyjściem z domu ON rozgląda się nerwowo.
Zabieram swój plecak, klucze…

ON: Ja już wyjdę, bo muszę jeszcze skoczyć do sklepu po wodę mineralną.
Ja: Po co? Jest w lodówce, weź ją.

Otwieram lodówkę i podaję mu butelkę 0,25 l niegazowanej wody.

ON (obracając ją w dłoniach sarkastycznie komentuje): Oczywiście zawsze musisz wiedzieć lepiej…

Choć czuję irytację, zdumienie odbiera mi mowę. Jak to? Lepiej wodę kupić, niż zabrać z domu?

W samochodzie nie wytrzymuję.

Ja: Do jasnej cholery, nic ci się dzisiaj nie podoba! Nie taki obiad, nie taka pogoda, nawet cholerna woda jest nieodpowiednia! Skoro coś ci się w tej wodzie nie podoba, to mi ją oddaj i idź KUPIĆ sobie lepszą!

W kłótni ocieramy się niemal o rozstanie.

Parę godzin później (dopiero!)okazuje się, że woda potrzebna mu była do chłodnicy, a w ilości 0,25 litra zupełnie go nie satysfakcjonowała…

Wspólna znajoma wychodzi za mąż. Wybieramy się na ślub i wesele. Szykujemy kreacje, garnitury, prezenty. Któregoś dnia ON opowiada:

ON: Wiesz, rozmawiałem z Tomkiem. Pytałem go, czy się wybiera na ślub X.
Ja: I co?
ON: I wiesz, świnia z niego. W góry sobie jedzie. Na cały weekend, ze swoją panienką.
Ja: No to niech jedzie. W końcu to długi weekend.
ON: No ale mógłby jednak się wybrać na ślub X!
Ja: Ale, z tego co wiem, ona mu nie wysyłała żadnego zaproszenia, ani nawet zawiadomienia… I wiesz, jest długi weekend i to jedna z niewielu takich okazji na wyjazd.

Kilka minut później.

ON: A ty wyjechałabyś ze mną na ten długi weekend?
Ja: Oczywiście, gdyby nie było tego wesela.
ON: To znaczy, że X jest ważniejsza ode mnie?
Ja (wiedziona nieomylnym przeczuciem próbuję go udobruchać): Nie jest ważniejsza od ciebie, ale to jej ślub i zależy jej na tym, żebyśmy tam byli z nią.
ON: A ja właśnie chciałbym z tobą na ten weekend wyjechać.
Ja: Proszę, nie bądź złośliwy. Ona ślub bierze prawdopodobnie pierwszy i ostatni raz w życiu, a my mamy przed sobą mnóstwo długich weekendów.
ON: Dobrze wiedzieć, jakie są twoje priorytety.

No. Dobrze wiedzieć.


  • RSS