Do mojego męża (wówczas prawie byłego, gdyż sprawa rozwodowa była w toku) przychodzi klient z psem. Tak się składa, że jest to również mój klient. Klient czujnie spostrzegł zbieżność nazwisk, miejsc pobytu i zainteresowań i wyciągnął własne – niemal słuszne – wnioski. Chcąc nawiązać z panem lekarzem weterynarii sympatyczną konwersację, uderza wyjątkowo niefortunnie.

Klient: Widzi pan, doktorze, jaki ten świat jest mały? Pan nam leczy psa, a pana żona nam go szkoli.

Mój prawie-ex-mąż zapowietrzył się na chwilę, by zaraz wybuchnąć:

ON: Ja sobie wypraszam!!! To nie jest moja żona!!! W żadnym wypadku!!! Ja panu zabraniam tak się mylić!!! Zabraniam tak mówić!!!

Klient uciekł i nigdy do niego nie wrócił. Zupełnie jak ja.