Oglądamy ckliwy film. Trochę wojny, trochę miłości. Film się kończy, ja sobie wzdycham znacząco.

Ja: Ach, gdybyś ty mnie tak kochał…

Nie odpowiada (czy facetowi tak trudno w takich chwilach dla własnego świętego spokoju powiedzieć: „ależ ja cię tak kocham! nawet bardziej!”? Wstaje, zostawiając mnie samą na kanapie i zaczyna się kręcić po mieszkaniu.

ON: Idź się kąpać, idziemy spać.
Ja: Nie chcę się kąpać! Chcę, żebyś mnie tak kochał, jak on ją! Sam idź się myć.

ON idzie do łazienki. Ja coraz smutniejsza leżę na kanapie. ON wychodzi z łazienki i staje nade mną.

ON: Ostatni raz oglądałem z tobą film! Jak ty masz tak reagować, to ja to pieprzę!

I pomyśleć, że powiedział to ktoś, kto odkąd obejrzał „Shreka”, regularnie pojękuje: „NIECH MNIE KTOŚ PRZYTULI…!”