Stało się. Jego pierwsza praca w Trójmieście. Za niezłe pieniądze, ale praca fizyczna. Po pierwszym dniu wrócił strasznie sponiewierany. Z siniakami, zadrapaniami, stłuczeniami. Pracę załatwił mu przyjaciel, który zaczynał w tej firmie od roboty jeszcze bardziej wrednej, a dziś siedzi przed monitorem, nic nie robi i zgarnia całkiem niezłą pensję. Taka kolej rzeczy. ON jednak nie jest przekonany. Facetowi z takimi aspiracjami trudno się przestawić.
Tydzień po pierwszym dniu w pracy ON odbiera mnie od koleżanki. Gdy wsiadam do samochodu, zagaduje.

ON: Mówiłaś już X, że pracuję w Trójmieście?
Ja: Jasne, że się pochwaliłam.
ON: A mówiłaś, JAK pracuję? Co ona na to?
Ja: No… Mówiłam. Podobało się jej, że pracujesz. No i obie stwierdziłyśmy, że to fajnie, że pracujesz fizycznie.
(Staram się, żeby nie czuł się gorszy przez to, że pracuje, jako zwykły robotnik. Zwłaszcza, że na mnie to nie robi wrażenia, odkąd doświadczam jego wysokiego IQ w życiu codziennym.)
ON (sarkastycznie): No jasne!
Ja: No… to znaczy, wiesz, to fajne, jak facet trochę popracuje fizycznie, to takie męskie… I bardzo mi się to podoba. I X też…
(Jezu, kochanie, zinterpretuj to, jak należy!)
ON: Oczywiście! Świetnie! Wielkie dzięki! Cieszycie się, że ja ZAPIERDALAM!

Ojej…