za-co-on-sie-obrazil blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2003

Znałam kiedyś parę starszych ludzi. Bywałam u nich w domu i często ze zdumieniem (mimo wszystko) obserwowałam mało tradycyjny podział ról panujący w ich domu. Otóż pani domu nie robi nic. Resztę robi pan domu do spółki z gosposią.
Okazało się, że nie tylko mnie to dziwi (nie zrozumcie mnie źle, ja jestem za równouprawnieniem, ale właśnie – RÓWNOUPRAWNIENIEM) i kiedyś podczas spotkania towarzyskiego zebrało się kilka pań, które chciały wysłuchać opowieści pani A. o tym, jak się wychowuje męża.
A historia brzmi tak:
Państwo A. po powrocie z podróży poślubnej wprowadzili się do swego pierwszego mieszkania. Tam mieli zaledwie kilka mebli, dwa talerze, dwie pary sztućców, dwa kubki- wiadomo, jeszcze nie obrośli w cały ten dobytek, który dziś młodzi dostają już w ślubnym prezencie.
Pierwszego wieczoru po powrocie z pracy pani A. zrobiła kolację. Zjedli ze smakiem, a po posiłku pani A. zaczęła znosić naczynia do zlewu. Tu młody, jeszcze entuzjastyczny małżonek zerwał się z okrzykiem: „Kochanie, zostaw, ja to zrobię i pozmywam!”
Zostawiła. Czas sobie płynął, deklaracja pana A. jakoś się w nim rozmyła, nadeszła noc, a talerze nie zostały umyte. Rano wychodzili do pracy w pośpiechu, więc pan A. nadal nie wywiązał się z obietnicy. Po pracy pani A. przygotowała obiad, ale nie miała go na czym podać. Pan A. zadowolony i głodny czekał przy stole, a pani A. wyjęła brudne talerze ze zlewu i nałożyła obiad. Pan A. zerwał się zdumiony, patrząc na nią z wyrzutem. Ale nic nie powiedział…
Nie wnikałam nigdy, czy ten obiad zjedli, czy nie.
Wiem za to, bo widziałam na własne oczy, że pani A. stosując tak brutalne metody wychowawcze doprowadziła do tego, że w domu nie robi nic.
A w kuchni stoi zmywarka.

Naszło nas na generalne sprzątanie połączone z zakupem regału na książki. Z tej okazji w domu rozpętało się szaleństwo upychania ciuchów w szafach, podlewania kwiatków, ścierania kurzu. Dostało się też łazience, która z regałem na książki niewiele ma wspólnego, ale uznaliśmy, że jej też się należy nowa, lśniąca wersja. Rozochocona przemianami związanymi z przybyciem nowego mebla postanawiam, że pójdziemy za ciosem i powiesimy w łazience nierdzewny koszyk, zakupiony prawie dwa lata temu. Robię w pamięci przegląd skrzynki z narzędziami i z tego przeglądu wychodzi mi, że dysponujemy zarówno wiertłami, jak i haczykami z odpowiedniej grubości kołkami. Czyli nie ma problemu.
Choć z wierceniem w ścianach doskonale radzę sobie sama, to idąc za radą terapeutki („wykorzystaj to, że jesteś kobietą, okazuj czasem słabość, bo inaczej skończysz robiąc wszystko za NIEGO”) zaczynam się łasić:

Ja: Kochanie, a jak już ustawimy regał, to powiesisz półkę w łazience…?
ON: Tak.

Regał stoi, koszyk nie wisi. Nadal się łaszę.

Ja: Kochanie, chodź, powiesimy koszyk. Tak się zrobi luźno w łazience, ustawimy szampony i inne balsamy…
ON: Zaraz.

Regał stoi już zapełniony przeze mnie książkami, koszyk nie wisi.

Ja: Kochanie, chodź ze mną do łazienki…

ON, ociągając się, idzie.
Przykładam koszyk do ściany w różnych miejscach, usiłując nadać sprawie bieg.

Ja: Kochanie, może weź wiertarkę i zróbmy to od razu.
ON (radośnie): Ale nie mamy haczyków, a już za późno na zakupy. Jutro się kupi i powiesi.
Ja: Mamy haczyki…
ON (zaniepokojony): Gdzie???
Ja: W skrzynce z narzędziami.
ON: O nie, nie! Te się nie nadają.
Ja: A dlaczego?
ON: Bo to nie mogą być haczyki okrągłe. Muszą być proste!
Ja: A co za różnica?

I tu zaczyna się kłótnia właściwa.

ON: ZASADNICZA. Okrągłe są do sufitu.
Ja: Przecież możemy powiesić na haczyki do sufitu koszyk na ścianie.
ON (coraz bardziej zły): Nie możemy!!!
Ja (no wiem, że jestem upierdliwa): Ale dlaczego?
ON: BO NIE!!! Bo to są haczyki do sufitu!!!
Ja: No rozumiem! Ale jakie są przeciwskazania techniczne? Co się stanie, jak powiesimy półkę na tych haczykach?
ON: Mówię ci, że się nie nadają!
Ja: Ale ja pytam DLACZEGO???

Myli się ten, kto myśli, że się dowiedziałam. Nadal nie wiem, skąd tak straszliwe ograniczenie. Koszyk nie wisi – na razie leży na umywalce, wpadając do niej często wraz z zawartością, co MU wyraźnie wcale nie przeszkadza. Sama koszyka nie powiesiłam, bo staram się być konsekwentna. Haczyków specjalnie-do-ściany nie kupiliśmy ani wtedy, ani nigdy. Podejrzewam, że skończy się tak, że osobiście powieszę koszyk na haczykach do sufitu. I nic się nie stanie. Nie wpadnie inspekcja z nadzoru budowlanego, komisja z administracji, ani kontroler z sanepidu. Tak sobie myślę, ale mogę się mylić.

W końcu nadal jestem blondynką…

Powiedzmy, że rzecz dotyczy znajomych znajomych. Pan X jest zdeklarowanym gejem. Ma mieszkanie w dużym mieście (powiedzmy, że w A.), stałego partnera – Zeta i mnóstwo bliższych i dalszych znajomych. Wśród tych bliższych jest również pan Y – zupełnie heteroseksualny, a nawet żonaty. Orientacja seksualna przyjaciół nigdy nie stanowiła dla niego przeszkody, on szanował pana X z jego upodobaniami, a X szanował Ygreka i przyjaźnił się z nim i jego żoną.
Pan Y mieszkał w innym mieście niż X, ale był u niego częstym gościem – szczególnie na imprezach. Ponieważ firma pana Y często wysyłała go służbowo do miasta A., ten po jakimś czasie miał dosyć hoteli i chętnie korzystał z gościnności pana X. Szczególnie, gdy X proponował mu nocleg po hucznej imprezie.

Któregoś smętnego poimprezowego wieczora panowie X i Y leżą w jednym łóżku, bo tak wyszło. Nagle X podnosi głowę i patrzy na Ygreka.

X: Hej, Y, chcesz melona?
Y (sztywny z przerażenia i zakłopotania): A co to jest melon???

Jakiś czas później historia w formie anegdotki krąży w towarzystwie. Obaj panowie (X i Y) serdecznie się z niej śmieją. Opowiadają to po raz kolejny, całe towarzystwo pokłada się ze śmiechu, aż nagle jeden z obecnych ociera załzawione ze śmiechu oczy i zwraca się do Ygreka:

ON: No dobra, ale co to w końcu był ten melon?

Wielka sprawa

22 komentarzy

Prowadzimy jedną z tych głupich rozmów, zwykle inicjowanych przez kobiety.

Ja: Jeśli kiedykolwiek jeszcze mnie zdradzisz, to wyrwę ci ten cały interes z korzeniami…!
ON: Ooo, kochana, to by była wielka strata…
Ja: Nie przesadzaj, nie taka znów wielka
ON: Ach tak! Wiedziałem!!!

Aj! Nie TO miałam na myśli! I kto tu sprowadza wszystko do jednego…?


  • RSS