Robimy wspólnie interesy. Któregoś dnia po szczególnie udanej transakcji, nawiązując do wcześniejszych ustaleń pytam:

Ja: Rozumiem, że teraz już nic ci nie jestem winna za fryzjera?
ON: Za tego fryzjera to będziesz mi wisieć do końca życia.

Przyglądam mu się ze zdumieniem. Nie tak się umawialiśmy, ale mam przeczucie, że ON w ten subtelny sposób żartuje.

Ja: Zgodnie z umową już nic ci nie jestem winna i masz skończyć wypominanie mi tego fryzjera.
ON: Do końca życia ci to będę wypominał! I paliwo, które zużywam wożąc cię na solarium.

No pięknie. Nie ma się co wdawać w dyskusję.

Ja: Mmm… To to będzie bardzo krótkie życie.