za-co-on-sie-obrazil blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2003

Zmywam talerze zamyślona. Nagle ON wpada do kuchni. Patrzy na mnie krytycznie.

ON: Ja ci więcej nie pozwolę myć tych cholernych naczyń!!!

Co proszę? Patrzę ze zdumieniem.

ON: No bo zobacz, jaką ty masz minę, jak zmywasz! Zobacz, jaka jesteś nieszczęśliwa!

Nie, no teraz już jestem szczęśliwa…

Wszystkim czytelnikom (a szczególnie czytelniczkom) życzę Wesołych Świąt i dużo uśmiechu w Nowym Roku, a przede wszystkim pożytku z partnerów… ;-)

W internetowych zaczepkach najbardziej nie lubię schematu: „cze, co robisz” (w wydaniu ICQ odpowiednik brzmi „hi, how are you”). Jak mam pięćdziesiąt razy w ciągu dnia odpowiadać na takie zachęty, to mi się odechciewa wszystkiego, a zawierania nowych znajomości szczególnie. Ale czasem warto zaryzykować, choćby dla takiego doświadczenia:

ON – dani, Niemcy (po krótkiej chwili banalnej wymiany zdań): Przysłać ci moje zdjęcia?
Ja (z uprzejmości): Jasne.

Po chwili w mojej skrzynce ląduje obrazek, na którym ON stoi dumnie w towarzystwie trzech portretów jakichś arabskich magnatów.

ON: A przysłać ci zdjęcie mojego tatuażu?

A gdzie on może mieć ten tatuaż, którym się tak chce pochwalić? Ożywiam się nieco.
Na zdjęciu krępy koleś w czerwonych galotkach prezentuje biceps, na którym widnieje ślad jakiegoś obrazka. Na moje oko henna. No ale tak skrajnie podła nie jestem – mało energicznie, ale chwalę.

ON: A ty przyślesz mi swoje zdjęcia? Ja ci przysłałem.
Ja: Nie mam ich na służbowym dysku.

Nie wykręcam się bynajmniej z powodu niskiego poczucia własnej wartości, ale nie lubię się czuć jak na targu żywym towarem.

Następny dzień przynosi miłą odmianę.

ON: Byłem wczoraj na imprezie, trochę wypiłem, mam zdjęcia, przyślę ci, jeśli chcesz.

Nie chcę!!! (Asertywność – zero.)

Ja: OK.

Człowieczek przy otwartych drzwiach nie-swojego jeepa. Człowieczek tonący w piaskach pustynii. To ma być impreza???

ON: Może byś mi przysłała jakieś swoje zdjecia?

Wysyłam kilka na odczep.
Po chwili.

ON: Może wysłałabyś mi jakieś swoje zdjęcia?
Ja: A nie dostałeś? Chcesz więcej?
ON: Tak, bo na tych nie widzę cię tak dokładnie, jakbym chciał. Moje to chcesz i chcesz oglądać, a swoich nie chcesz wysyłać!

Acha, mam wysłać swoje zdjęcia z ostatniej rozkładówki CKMu.

Ja: Czy ja ciebie prosiłam o jakieś zdjęcia? Wpuszczam je do mojej skrzynki,żeby nie było ci głupio.

Koleś przy stole, koleś w muzeum, koleś i jego biceps przed lustrem, koleś na koniu, koleś przy samochodzie, przy fontannie, przy straganie, na plaży…

Ja: Wiesz co? Nie podoba mi się, że „rozmowa” z niektórymi polega wyłącznie na dogadaniu szczegółów technicznych dotyczących wysyłania zdjęć do siebie nawzajem. Zanim się z kimś umówię na kawę wolę się przekonać, czy mamy o czym gadać, a nie jak ten ktoś wygląda.
ON (odkrywczo): A co, jak się umówisz na kawę z kimś, kogo nos ci się kompletnie nie podoba???

A, to o nos się rozchodzi… Nie, no szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie wypicia kawy z kimś kto ma zadarty, bądź garbaty nos, choćby porażało mnie jego IQ.

Rozmowę zakończyłam dość szybko i brutalnie, mówiąc właścicielowi czerwonych gatek („wszystkie panny wskakują mi do łóżka, jakbyś chciała wiedzieć” – że też mu tego tatuażu jeszcze nie zmazały…), co o nim myślę.

Nie będzie Niemiec pluł mi w… nos.


  • RSS