Jemy razem śniadanie, w tle gra telewizor, na którego ekranie wije się egzotyczna tancereczka w skąpych stringach. „Patrz”, pokazuję mu ją.

ON: Mmm, fajna dupcia.
Ja (pół żartem, ale większe pół serio): Coś ty powiedział? Fajna dupcia? Jeśli to jest fajna dupcia, to kłamiesz, że moja dupcia jest fajna, bo ja mam dwa razy taką!
ON: Ale fajna w sensie, że łatwo dostępna w tych stringach!

Naburmuszam się dla zasady (mam okres).

ON: Ale co się stało, kochanie? Czemu jesteś zła?
Ja: Popełniłeś dwa błędy. Po pierwsze: wyróżniłeś komplementem tyłek inny, niż mój. Po drugie: gdy powiedziałam, że mój tyłek jest dwa razy taki, jak tej tancerki, nie zaprotestowałeś gwałtownie. Ba! W ogóle nie zaprotestowałeś! Pominąłeś milczeniem!
ON (wzdychając): Ja się powieszę…

Rozpromieniam się. To jest jakieś rozwiązanie.

Ja: Ależ proszę bardzo, powieś się.