Razem w kuchni. ON zmywa, ja mieszam składniki na ciasto. Po przelaniu ciasta do foremki proponuję mu wylizanie łyżki. Zwykle do miski i łyżki po cieście stoi kolejka. Tym razem on odburkuje mi niegrzecznie, że nie chce.
Jak to baba, robię się czujna.

Ja: Co się stało? Masz zły humor?
ON: Tak, mam zły humor.
Ja: Ale dlaczego? Co się stało tak nagle?
ON: Nieważne, nie chcę o tym mówić.

Jestem w kropce, bo jeszcze dziesięć minut wcześniej tryskał pozytywną energią.

Ja: Proszę cię, powiedz, co się stało, bo się niepokoję.
ON: Nie.

Takie przepychanki słowne trwają jeszcze kilka minut, w końcu już mocno wkurzona wywalam go z kuchni.
Kończę swoje zadania i idę za nim do pokoju.

Ja: Jest mi przykro. Czy ty nie rozumiesz, że gdy nagle tracisz humor i nie chcesz powiedzieć dlaczego, to ja sobie wyobrażam najgorsze? Gdybyś powiedział, że jesteś zły, bo to i tamto, nie musiałabym się zastanawiać.
ON: No to się nie zastanawiaj! Mam zły humor, za dziesięć minut mi przejdzie. Muszę ci mówić, dlaczego?
Ja: Musisz! To znaczy – nie musisz, ale wtedy musisz się liczyć z tym, że pomyślę, że dostałeś SMSa od kochanki, że jest w ciąży, nie wiesz, jak to rozegrać i stąd nagła utrata humoru! Więc jeśli nie chcesz, żebym sobie wyobrażała takie straszne rzeczy, albo szukała winy w sobie, to powiedz, co się stało!

ON milczy przez chwilę, po czym wzdycha.

ON: Bo w tym garnku, który myłem, coś zaschło na dnie i się strasznie wkurzyłem, że nie mogę tego domyć. I straciłem humor…

Święci Pańscy!!!
Ale i tak muszę mieć ostatnie słowo!

Ja: Wiesz, ja ten garnek myję codziennie. I zawsze trudno go domyć. Pomyśl, jaka bym chodziła wściekła, gdybym traciła humor z takiego powodu. Przez pół doby byłabym zła po myciu garnka, przez drugie pół na myśl o tym, że niedługo będę go myć..!!! Jakie ty masz szczęście, że ja taka nie jestem.

Ma szczęście, nie?