ON wrócił z trasy. Jadąc do domu odbiera mnie ze sklepu. Gdy rusza, słyszę dziwne stukanie w okolicy lewego przedniego koła. Ni to stukot, ni to łomot. W moim samochodzie takie dźwięki wydawało koło, w którym nie było powietrza.

Ja (zdjęta strachem, że złapaliśmy gumę): Kochanie, co to za dźwięk, to stukanie? Ostatnio tylko piszczało…
ON (nagle niezmiernie zirytowany): Co stuka?! Co stuka?! Samochód się rozsypuje – to stuka!!! Cholera jasna, co się dziwisz??? Nie wiem,kiedy zrobię to cholerne łożysko!!!

Ooo jasna dupa. Zapomniałam, że zanim po mnie przyjechał, był w Urzędzie Skarbowym… Stąd ten uroczy humor. To nie był dobry moment, by pytać, co stuka. Nawet gdyby koło odpadło i nas wyprzedziło, powinnam była siedzieć cicho. Skarbówka ma swoje prawa…