za-co-on-sie-obrazil blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2004

Kobieta na wojnie

59 komentarzy

Mam w domu pasjonata II Wojny Światowej. Pasje lubię i cenię. Nawet wtedy, gdy są częściowo realizowane poprzez prowadzenie bitew (za pomocą komputerowej gry), przy sprzyjających układach odwracających bieg historii.
Gdy jednak bitwy pod moim dachem toczą się całymi tygodniami niemal bez przerwy, zaczynam się irytować, i jako osoba urodzona i wychowana w czasach pokoju, nie wykazuję należnego zrozumienia.
Podchodzę do niego, chcąc mu przekazać jakąś wiadomość (choć być może powinnam to załatwić za pośrednictwem jakiegoś umundurowanego kuriera).

ON (krzywiąc się nagle): Sssssssssss…
Ja (przestraszona, tym bardziej, że nie zdążyłam jeszcze nic powiedzieć, tylko stanęłam obok): Co się stało?! Coś ci się stało?!
ON: Właśnie mnie zastrzelili.

Czuję się winna. Tak, czuję się winna. Kto mi kazał włazić pomiędzy wszystkie te czołgi i inne okopy…?

Czy mężczyźni naprawdę wierzą, że muszla klozetowa jest maszyną samoczyszczącą? Czy nigdy się nie zastanawiają, jak to się dzieje, że znikają ślady po ich męskiej obecności w toalecie? A może myślą, że na desce klozetowej od spodu są takie małe prysznice, które od razu robią porządek po efektach ich średniej zdolności trafiania do celu?
Przecież to niemożliwe, żeby nie wierząc w to wszystko, co spisałam wyżej, nigdy nie wpadli na to, by uczestniczyć w procesie sprzątania łazienki…

Matura

33 komentarzy

To samo przesłuchanie. Pan policjant prosi mnie o podpisanie protokołu. Czytam uważnie jego „dzieło”: ponad trzy strony formatu A4. Odręczna robota.

Ja (wzdychając ze współczuciem):Co, jeszcze ze dwie strony i matura by była, prawda?

Zabił mnie wzrokiem, choć mu na służbie nie wolno…

Naprawdę, nie miałam nic złego na myśli, a już na pewno nie piłam do wykształcenia pana funkcjonariusza. Chodziło mi wyłącznie o objętość pracy.

A że wyszło tak, jak wyszło… Taki już mam niewyparzony język…

Oskarżenie

32 komentarzy

Policjanci też się obrażają.
Przesłuchuje mnie ważny pan funkcjonariusz. Sprawa dotyczy mojego zgłoszenia i jego niewiarygodnych konsekwencji.
W skrócie: wypuściłam w teren dwa konie z dwójką dzieci na grzbietach (piętnasto- i dziewięciolatką). Po powrocie blade ze strachu dziewczyny opowiedziały, że w lesie zostały zaczepione przez dwóch pijanych mężczyzn, którzy próbowali spłoszyć konie podjeżdżając pod ich zady i trąbiąc. Dziewczynki musiały się ratować uciekając na koniach do jeziora, bo tam panowie swoim samochodem wjechać nie mogli.
Oczywiście pojechałam z moim partnerem do tego lasu, żeby sprawdzić, czy amatorzy mocnych wrażeń jeszcze tam są. Byli, zalani w trupa. Ponieważ nie byli skłonni przyznać się do winy, za to byli bardzo skłonni grozić nam śmiercią, kalectwem i zniszczeniem naszego auta, poinformowałam ich, że zawiadamiam policję o przygodzie dziewczynek.

Większości ludzi nie trzeba tłumaczyć, co może się stać, gdy spłoszy się koń, na którym siedzi dziwięcioletnie dziecko. Najprościej mówiąc – może się stać wszystko, z najgorszym na czele. Wystarczy uderzyć głową w drzewo, korzeń, wystarczy, że spłoszony koń po zrzuceniu jeźdźca postanowi się cofnąć, wdeptując go w ziemię… Łatwo sobie wyobrazić.

Pan policjant podczas przesłuchania próbuje sobie ułatwić robotę:

ON (protokołując): Dziewczynki się przestraszyły, choć w zasadzie nic się nie stało, tak?
Ja: Nie. Dziewczynki się przestraszyły, bo zdawały sobie sprawę z zagrożenia. Zagrożenie było, bo coś się stało, a nie dlatego, że nic się nie stało.
ON: No ale w sumie nic się nie stało, prawda?
Ja: Nieprawda.
ON: No to co się stało?

Jak mu to wytłumaczyć, do jasnej cholery? Oparłam się łokciami o jego biurko i przysunęłam dłoń do jego twarzy.

Ja: Proszę sobie wyobrazić, że przykładam teraz panu nóż do gardła. Nic się nie stanie. Tak? Takie wydarzenie uznajemy za niebyłe, tak?
ON: Acha.

Przez ułamek sekundy mam wrażenie, że zrozumiał. A gdzie tam!!! ON tylko poprawia się w krześle i, uwaga, będzie używał autorytetu policji:

ON: Proszę przestać mówić nie na temat! Ja zadaję pytania, pani odpowiada! Jasne?

Głupek. Trudno przegadać kobietę, a kobiety w piątym miesiącu ciąży po prostu przegadać się nie da. Żaden mundur nie pomoże.

Ja: Niejasne! Chyba, że będzie pan protokołował słowo w słowo to, co mówię, a nie własną interpretację moich wypowiedzi. Nie powiedziałam i w życiu nie powiem, że nic się nie stało tamtego dnia!

ON zaczerwienił się, potem zbladł i wyraźnie zaczął drżeć. Nie łudzę się, że ze strachu. Stawiam na złość.

ON: Skończmy ten temat. Piszę: dziewczynki opowiedziały, że były zaczepiane przez dwóch mężczyzn, ale nic się nie stało…
Ja: Nie! Bzdura! Dziewczynki były zaczepiane przez dwóch mężczyzn, którzy próbowali spłoszyć konie! Dziewczynki mogły spaść, mogły się zabić! Musiały uciekać do jeziora, a do stajni wracały bezdrożami, żeby nie natknąć się na tych drani! To jest nic?! (Znów pochylam się nad biurkiem.) Powtarzam panu: przyłożę panu nóż do gardła, ale nic się nie stanie! Nawet draśnięcia! Wolno mi?
ON (kompletnie, ku mojej uciesze, tracąc panowanie nad sobą): Proszę schować ten nóż i przestać mi nim grozić!

No. I od tej chwili grzecznie pisał to, co mówiłam. I jakoś nagle zaczął wszystko rozumieć. Szczególnie po tym, jak odsunęłam się od niego wyjaśniając, że przecież sam najlepiej widzi, że tu nikt nie ma noża i nikt mu tak naprawdę nie grozi.

A dlaczego w tym pokoju nie ma klamek, chciałoby się zapytać?

Na koniec pozwolę sobie wyjaśnić, że przesłuchanie wcale się nie odbyło w związku z naszym zgłoszeniem. Owi panowie, gdy usłyszeli, jak wzywamy policję (zresztą uciekli stamtąd przed przyjazdem policji, bo nam się nie uśmiechało zatrzymywać ich siłą), postanowili odwrócić kota ogonem: gdy dojechali do domu, zawiadomili policję o… usiłowaniu zabójstwa.

Zatem nie zadzierajcie ze mną, bo możecie być następni w kolejce.

Wasza Urodzona Morderczyni


  • RSS