To samo przesłuchanie. Pan policjant prosi mnie o podpisanie protokołu. Czytam uważnie jego „dzieło”: ponad trzy strony formatu A4. Odręczna robota.

Ja (wzdychając ze współczuciem):Co, jeszcze ze dwie strony i matura by była, prawda?

Zabił mnie wzrokiem, choć mu na służbie nie wolno…

Naprawdę, nie miałam nic złego na myśli, a już na pewno nie piłam do wykształcenia pana funkcjonariusza. Chodziło mi wyłącznie o objętość pracy.

A że wyszło tak, jak wyszło… Taki już mam niewyparzony język…