Mam w domu pasjonata II Wojny Światowej. Pasje lubię i cenię. Nawet wtedy, gdy są częściowo realizowane poprzez prowadzenie bitew (za pomocą komputerowej gry), przy sprzyjających układach odwracających bieg historii.
Gdy jednak bitwy pod moim dachem toczą się całymi tygodniami niemal bez przerwy, zaczynam się irytować, i jako osoba urodzona i wychowana w czasach pokoju, nie wykazuję należnego zrozumienia.
Podchodzę do niego, chcąc mu przekazać jakąś wiadomość (choć być może powinnam to załatwić za pośrednictwem jakiegoś umundurowanego kuriera).

ON (krzywiąc się nagle): Sssssssssss…
Ja (przestraszona, tym bardziej, że nie zdążyłam jeszcze nic powiedzieć, tylko stanęłam obok): Co się stało?! Coś ci się stało?!
ON: Właśnie mnie zastrzelili.

Czuję się winna. Tak, czuję się winna. Kto mi kazał włazić pomiędzy wszystkie te czołgi i inne okopy…?