za-co-on-sie-obrazil blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2005

Po roku przerwy, znów mamy stałe łącze internetowe. Nie mogliśmy się już doczekać, ale w końcu przyszli panowie, przekopali pół ulicy, uruchomili sprzęt i zostawili nas szczęśliwych. Pierwsze popołudnie spędziliśmy konfigurując to i owo, a że przy dziecku nie jesteśmy właścicielami swojego czasu, toteż dopiero gdy uśpiłam synka, mogłam zasiąść do komputera.
ON piętro niżej oglądał Władcę Pierścieni w TV. Po raz kolejny. Ja wybrałam net.
Pościągałam pocztę z całego roku, pozaglądałam na dawno nie odwiedzane strony. Po roku przerwy stwierdziłam, że ścieżki, którymi zwykle chadzałam, trochę zarosły i nawet nie bardzo wiedziałam, co w tej sieci robić…
Trochę posiedziałam online, założyłam nowe konto na gg, wiadomo, jak to w sieci…
ON był pochmurny już gdy spotkaliśmy się w łóżku jakiś czas później, ale nie drążyłam tematu.

Następnego dnia przywitała mnie grobowa atmosfera i docinki.

ON: Trzeba było jeszcze sobie posiedzieć, po co w ogóle się kładłaś?
Ja: Oj, przestań, przecież nie siedziałam jakoś strasznie długo, poza tym ty oglądałeś film.
ON: Oglądałem, bo nie miałem co robić.
Ja: Jak to?! Przecież już dawno planowałeś przeznaczyć ten wieczór na Władcę…

Taka koperkowa rozmowa toczyła się i toczyła, i toczyłaby się zapewne do dziś, gdyby mnie nie zastrzelił nagłym oświadczeniem.

ON: Oglądałem Władcę Pierścieni, bo się czułem samotny.

No i masz babo placek. Pozostało mi tylko przytulić do piersi, ukoić szloch, zapewnić o dozgonnej miłości i przywiązaniu… I to zamierzam uczynić, gdy będzie w środku jakiejś szczególnie wciągającej batalii, spędzając kolejną noc w ramionach Close Combat. W czasie takiej wirtualnej wojny – dopiero musi być samotny…

Na pewno się ucieszy.

Prawa autorskie

25 komentarzy

No i dopadła nas proza życia: zamieszkaliśmy z teściową. Jeśli macie teściowe, to nawet wtedy nie wiecie, o czym mówię, bo ja mam teściową nad teściowe. Królową wszystkich teściowych. Krwiożerczą, złośliwą, humorzastą, pełną nienawiści do świata i tak dalej, i w tym tonie…

Na szczęście nasz „kontrakt” obejmuje tylko zimowe miesiące, a potem, gdy już pomożemy jej przeżyć zimę (a czy pomożemy…?), wracamy do siebie. Przynajmniej taką mamy nadzieję, bo teściowa bardzo angażuje się, by rozbić nasz związek na drobne okruchy. Zatem potencjalnie istnieją jeszcze inne możliwości: do siebie wrócą tylko niektórzy z nas, ponieważ będziemy bardziej osobno, niż razem; do siebie wrócę tylko ja z synkiem, bo ON będzie odsiadywał wyrok za matkobójstwo; do siebie wróci tylko ON z synkiem, bo ja będę odbierała nagrody i wyróżnienia za teściowobójstwo; pozabijamy się wszyscy, lub żywi pozostaną tylko nieliczni. Jak tak sobie patrzę na tę moją teściową, to zaczynam wierzyć, że tylko ona przeżyje tę masakrę.
Wydaje się absolutnie nieśmiertelna. Biedna ludzkość na najdrobniejszy podmuch niepowodzeń reaguje chorobami cywilizacyjnymi, a ona… ona nie. Ona beztrosko spala dwie paczki dziennie, kąpie się w kawie, a aktywność fizyczną przejawia wyłącznie podczas spacerów do toalety i jest tak cholernie zdrowa, tak cholernie zdrowa… Oddana na przegląd techniczny do szpitala zostaje dyscyplinarnie eksmitowana z oddziału już na drugi dzień. W dodatku zdrowa.
Co nie przeszkadza jej narzekać na stan zdrowia nieustannie i bez przerwy.

Ech, rozpisuję się, a nie ma o czym. Teściowa, jaka jest, każdy widzi.

Któregoś dnia rozmawiam z przyjaciółką przez telefon. Teściowa na przeglądzie, więc jej nie oszczędzam. Choć raz nie podsłuchuje…

Ja (do słuchawki): Jędza w szpitalu.
ON (przysłuchując się rozmowie): Jak ty mówisz o mojej mamusi?!
Ja (nie zwracam na niego uwagi i plotkuję dalej): Ta wiedźma zatruwa nam życie. W nocy zastawiamy drzwi do pokoju, bo boimy się, że coś nam zrobi.
ON(oburzony): Jak możesz tak mówić o mojej mamusi???
Przyjaciółka: To nie możesz jej na przykład zrzucić ze schodów?
Ja: No… Rozważałam zrzucenie jej ze schodów, ale nie jest warta tego, by mieć przez nią kłopoty…
ON(obruszony niewymownie): Jak możesz?!
Patrzę na niego zdumiona.
ON: Jak możesz podszywać się pod moje pomysły? To ja wymyśliłem, żeby ją zrzucić ze schodów!

Osz, kurczę. Ustawa o prawie autorskim się kłania.


  • RSS