Kłócimy się zawzięcie o jakiś, w jego mniemaniu, drobiazg. Moim zdaniem to szalenie ważna sprawa, pewnie chodzi o to, że ON nie czuje potrzeby sprzątania, ani w ogóle robienia czegokolwiek na rzecz wspólnego gospodarstwa domowego.

Ja: Cholera jasna, ty nawet już trzeci dzień nosisz brudne skarpetki!

ON (obrusza się słusznie): O przepraszam bardzo! DRUGI dzień noszę brudne. Bo pierwszego były czyste!

Męska, psiakrew, logika…