Po obiedzie siedzę z synkiem w pokoju, a ON zadeklarował chęć pozmywania naczyń i zniknął w kuchni. Cisza nie trwa długo.

ON: A gdzie miałaś śmietnik?!

Kulę się w fotelu, rozglądając się nerwowo. Jaki śmietnik? Czyżby zaginął jakiś śmietnik? Przezornie udaję, że nie słyszę.

ON (uparcie i jakby głośniej): Pytam, gdzie miałaś śmietnik?!
Ja (nieśmiało): Hę?
ON (wchodzi do pokoju rozjuszony jak byk na corridzie): Gdzie miałaś śmietnik?

I już sam sobie odpowiada.

ON: Za plecami go miałaś!!! I tak trudno było wyrzucić pestki od cytryn i wyciśnięte skórki? To nie, oczywiście MUSIAŁAŚ zostawić na blacie!

No oczywiście, że MUSIAŁAM. Przecież to było taktyczne zagranie, mające na celu wyprowadzenie go z równowagi, by w ataku bezmyślnej furii wyznał mi wszystkie swoje grzechy, zdradził adresy kochanek i PIN do karty kredytowej! Jedynie kierując się takimi pobudkami, mogłam pozostawić w widocznym miejscu ślady swojej kulinarnej aktywności. Było to działanie celowe i z premedytacją, przyznaję.

Niestety, genialny strateg w osobie mojego nie-męża takie sztuczki rozgryza jak fistaszki … i znów mój niezawodny plan wziął w łeb.