Wcale niełatwo jest zasnąć matce wykończonej całodzienną wytężoną pracą u podstaw, czyli opieką nad dzieckiem. W związku z powyższym, i ja miewam kłopoty z zasypianiem. Potrafię godzinami przewracać się z boku na bok, analizując dogłębnie to, co było, jak i to, co nastąpi niebawem.
Zdarzają się jednak wyjątkowe wieczory, gdy usypiając dziecko, zasypiam wraz z nim.
Ojciec owego dziecka zwykle siedzi wtedy przed monitorem komputera, pochłonięty całkowicie grą lub szczególnie ciekawą dyskusją na jakimś forum.

Któregoś wieczoru nastąpił właśnie ten szczęśliwy dla mnie splot okoliczności, gdy ON z zaangażowaniem stukając w klawiaturę, uśpił i dziecko, i mnie. Pogrążając się w błogim zasypianiu zdążyłam tylko pomyśleć, że, ach, jak cudownie… Chciałam obudzić się rano wyspana i szczęśliwa.

I niewiele brakowało.

Przez sen poczułam, że ON kładzie się obok mnie, zarejestrowałam, że włącza odtwarzacz DVD. Skonstatowawszy powyższe już-już zaczęłam odpływać w niebyt, gdy na nogi postawiła mnie strzelanina. Otworzyłam oczy szeroko, acz niechętnie.

Ja: Kochanie, błagam cię, przycisz trochę.

Kochanie przyciszyło. Trochę. Spróbowałam zamknąć oczy, ale pomimo, iż pozostawały zamknięte, jakoś nie mogłam odpłynąć. Spróbowałam zatem ponownie.

Ja: Kochanie, proszę, przycisz jeszcze trochę.

Kochanie prychnęło, przyciszyło, po czym się zbuntowało.

ON: Nic nie będę słyszał!
Ja: No jak to nie? Przecież słychać wszystko. Aż za dobrze.
ON: A właśnie że nie! Nawet dziecko się nie obudziło, tak jest cicho. Za cicho. Nie słyszę!

I zrobił głośniej.

Powzięłam twarde postanowienie, że zasnę mimo wszystko, zamknęłam oczy… Po chwili na głowę nałożyłam sobie poduszkę. Strzelanina trwała w najlepsze, dziecko spało, a ja nie. W końcu ucichło strzelanie. Pomyślałam, że teraz, albo nigdy. Padło na „nigdy”. Po strzelaninie przyszedł czas na śpiewy chóralne. Otworzyłam oczy już na dobre…

Ja (… i popatrzyłam na NIEGO złym wzrokiem): Dlaczego mi to robisz? Co jest złego w tym, że o północy chcę sobie spać?
ON (niewzruszony): To ja już nie mam prawa robić, co chcę?

Oto konflikt interesów. Ja, że ON okrutny i bezmyślny, ON, że ja samolubna i upierdliwa, dziecko śpi, a my się kłócimy.

Wiedząc, że już nie mam szans na zaśnięcie przynajmniej do świtu, miałam ochotę zapłakać gorzkimi łzami (zrozumie mnie ten, kto sam na bezsenność cierpi) i chyba nawet ciut zapłakałam. ON poużalał się nad sobą, że nic mu nie wolno, że nikt się nie liczy z jego potrzebami, że jest uciskany i wykorzystywany, po czym oświadczył, że już mu się nie chce oglądać filmu. Rychło w czas.

Ja: Ależ oglądaj sobie, oglądaj, teraz to możesz nawet napisy czytać na głos.
ON (z wyrzutem): Mogłem słuchać tego filmu przez słuchawki!

Ano mogłeś. Wtedy nie musiałbyś słuchać mnie.

A ON po prostu położył się do łóżka i zasnął natychmiast snem kamiennym. Skandal!