za-co-on-sie-obrazil blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2006

Kołysanka

30 komentarzy

Jak co wieczór, uspypiam dziecko. Dziecko ostatnio ma chyba za dużo wrażeń, bo zasypia w najlepszym razie około godziny 22.30. Tym razem nawet taka pora pozostaje w sferze moich marzeń. Leżę więc obok mojego synka i przyglądam się, jak on przygląda się mnie. Nie odpowiadam na jego zaczepki, staram się nie wydawać żadnych dźwięków, bo tego uspypiania mam serdecznie dosyć. Chciałabym zająć się już własnym życiem, jak to czyni ojciec mojego dziecka. W pogrążonym w półmroku pokoju panuje cisza: wyłączony telewizor, zamknięte drzwi… Tylko dziecko, ja i ON.

Dziecko zaczyna zasypiać. Oddala się w sen powoli, niezdecydowanie, wciąż sprawdzając, czy nikt go nie próbuje zrobić w konia i na przykład zabrać mu mamusię. W końcu zapada w lekki pierwszy sen.

Nagle, gdy już zaczynam się cieszyć, że niedługo wstanę z łóżka, mój nieślubny zaczyna z entuzjazmem stukać w klawiaturę komputera. W wyciszonym pokoju brzmi to jak wyjątkowo udany popis stepowania. Synek otwiera szeroko oczy i siada na łóżku, ja rozważam popełnienie samobójstwa. Ewentualnie zabójstwa.

Gdy zaczynam rozumieć, że odświeżone krótką drzemką dziecko spać w najbliższym czasie nie zamierza, jęczę zrozpaczona.

Ja: Nic z tego nie będzie, kochanie. Tak długo, jak będziesz stukał, nasz syn będzie robił wszystko, tylko nie spał.

Syn na dowód mojej racji zabawia się włączaniem i wyłączaniem nocnej lampki, w przerwach skacząc po osiołku.

ON (wzdycha ciężko): Dobrze, już nie piszę.

Wstaje od komputera, bierze sweter i wyraźnie szykuje się do wyjścia. „Ach tak”, myślę, „teraz mnie zostawiasz z problemem”.

Ja (nie ukrywam, że z wyrzutem): Najpierw go budzisz, a teraz sobie po prostu wychodzisz…
ON: Wychodzę, żeby przypadkiem za głośno nie odetchnąć.

Wydyma ust korale i zamyka za sobą drzwi. No przecież ja go zabiję!

W takich chwilach najbardziej mam ochotę go zamordować za coś, co pozornie z powyższą sytuacją nie ma związku… ale mnie się jednak kojarzy.
Otóż mój nieślubny codziennie nastawia budzik na siódmą rano. Budzik budzi mnie, budzi dziecko, budzi psy, a nawet kota w piwnicy. Tylko jego nie budzi. Jego budzę ja. Wyłącznie po to, żeby się dowiedzieć, że on zaraz wstanie, ale jeszcze nie teraz. Po czym zasypia jeszcze na godzinę. W przeciwieństwie do psów, kota, syna i mnie.

I o tym sobie rozmyślam, zgrzytając zębami, podczas kolejnej próby przekonania potomka, żeby jednak zamknął oczka, przestał śpiewać, przestał skakać, przestał wołać tatę w celu namówienia go do całowania dziecięcych kolanek i po prostu zasnął.

WESOLYCH.jpg


  • RSS