Śni mi się, że ON mnie zdradza. Nie dość, że zdradza, to jeszcze nie czuje z tego powodu najmniejszych wyrzutów sumienia. Ot, zdarzyło się.
Budzę się przygnębiona.

Opowiadam mu swój sen, prosząc na zakończenie, żeby mnie przytulił na pocieszenie. ON pozostaje niewzruszony.

ON: Śnią ci się jakieś głupoty. A w ogóle, to jakieś dziwne, kobiety, jesteście. Przecież to nie mydło i się nie zmydli – kończy, zadowolony z własnego żartu.
Ja: Ale mógłbyś mnie przytulić tak po prostu, bo cię o to proszę. Gdybyś mi się nie śnił, a poprosiłabym o przytulenie, też byś odmówił?

ON stosuje tę wypróbowaną metodę socjotechniczną: udaje, że jest głuchy i skrzętnie omija mnie wzrokiem.
Robi mi się jeszcze bardziej smutno. Kręcę się koło niego, dając mu szansę na kontakt, ale ON kontaktu unika.

W końcu jestem skrajnie rozżalona i składam obietnicę sobie i, na głos, jemu.

Ja: Poczekaj. Jak tobie się przyśni komornik, też nie okażę ci ciepła, zrozumienia i cię nie przytulę!

Albo była żona!