Gniewam się z najsłuszniejszych pod słońcem powodów, jakie tylko kobieta może wymyślić. Toteż je wymyśliłam, a teraz jestem obrażona.
Po długiej i intensywnej kłótni o nic – prawie zapada rozejm. A „prawie”, jak powszechnie wiadomo, robi wielką różnicę, więc się gniewam.

ON: Idę do sklepu, co kupić?
Ja (obojętnie i zupełnie nieadekwatnie do ilości posiadanych zapasów): Nic! Jak coś kupisz do domu, to wyleci to przez drzwi razem z tobą! Papierosy sobie kup!

Od razu widać, że mam poważne powody, żeby się gniewać.

ON: Nie wygłupiaj się, co kupić?
Ja (obojętnie, ale już adekwatnie): Chleb.

ON ubiera kurtkę.

Ja (obojętnie i racjonalnie, lecz bez widocznego zaangażowania): I mleko.

ON ubiera prawy but.

Ja (obojętnie i nieśpiesznie): I proszek do prania dla dzieci.

ON ubiera lewy but.

Ja (tak obojętnie, że po prostu słychać, że nie zależy mi nic a nic): I makaron.

ON wychodzi, ja zostaję i pochlipuję przygnieciona nadmiarem niezrozumienia w atmosferze.

ON wraca z pokaźnymi zakupami. Przeglądam zawartość siatek zupełnie obojętnie.

Ja: A po co kupiłeś sok?
ON: No przecież dla ciebie…
Ja: Nie będę go piła.
ON: Ale jak to? Dlaczego?
Ja: Odchudzam się.

ON robi ze zdumienia głupią minę, której nie widzi, ale ja widzę, lecz pozostaję obojętna.

ON: Odchudzasz się nie pijąc soku?
Ja (kłamliwie, ale jakże obojętnie): Tak, on ma cukier.

Wygrzebuję z siatki paczkę ciastek. Patrzę na NIEGO oskarżycielsko.

Ja: A to co?
ON: Ciastka, twoje ulubione.
Ja: Nie chcę ich, one też mają cukier.
ON (zniecierpliwiony moją obojętnością): To je wyrzuć przez okno, chcę to zobaczyć!

Podchodzę z ciastkami do drzwi, wychodzę na ganek i ciskam nimi najdalej, jak potrafię. Spadają na krawężnik.

ON (z niesmakiem): I co ty zrobiłaś? To ja ciężko pracuję, żeby zarobić na ciastka, a ty je wyrzucasz?
Ja (niewinnie): Przecież chciałeś zobaczyć, jak je wyrzucam.

Zakładam buty.

ON: A teraz co robisz?!
Ja: Idę po nie.

W końcu są pewne granice rozrzutności, nawet tej dosłownej.
ON patrzy z niedowierzaniem, jak wnoszę paczkę ciastek z powrotem do domu. Zdobywa się jednak na komentarz.

ON (obrażonym tonem): Ale miałaś je wyrzucić przez okno.

Jaki drobiazgowy!

A o makaronie zapomniał.