Podobno pies upodabnia się do swojego właściciela, czy też właściciel do psa. Warunkiem takiej zależności jest niewątpliwie intensywność relacji między obiektami. W bardziej cywilizowanych państwach organizuje się nawet konkursy ludzko-psich sobowtórów. Widziałam na Animal Planet.

Zdarza się jednak, że człowiek nawiązuje bliską relację z innym niż pies obiektem. Mój niemąż nawiązał ją z naszym samochodem. Ze szkodą dla wszystkich.

Samochód do czasu był niezawodny. Tym rodzajem niezawodności, który znają właściciele Volkswagenów: choćby nie trzymała go w kupie już żadna śrubka, samochód tej marki zawsze bezpiecznie dowiezie cię na miejsce – po czym zejdzie na rajskie złomowisko. Ale nie zawiedzie. Nie rozpadnie się na trasie, nie pęknie w miejskim korku.

I tak jest, póki jego właściciel okazuje chociaż cień wdzięczności, bryzę zaufania.

Z jakiejś okazji postanowiłam szarpnąć się na superprezent dla niemęża: samochodowy odtwarzacz CD i MP3. Prezent był przemyślany, wystarany, wyszukany i wybrany z największą uwagą. Miał być jednym z tych Prezentów Życia. I poniekąd stał się takowym, bo znacznie wpłynął na jego jakość…

Wręczyłam niemężowi prezent z dumą i niecierpliwie czekałam, aż go rozpakuje. Spodziewałam się okrzyków radości, entuzjazmu i zachwytu.

Jednak…

ON (po rozpakowaniu): Co to jest?
Ja: No jak to, co? Widzisz przecież…
ON: A po co mi to?
Ja: No jak to, przecież marzyłeś, żeby słuchać w samochodzie Bon Jovi i inne Ich Troje…?
ON: Ale ja tego nie będę montował w tym starym gracie! Przecież nie będę za pomocą radia podwajał wartości auta!

Zrobiło mi się przykro. Tak przykro, że nie chciało mi się nawet obmyślać planu zemsty za taki brak wrażliwości i wdzięczności.

Ale samochody związane ze swoimi właścicielami mają szósty zmysł.

Kilka godzin później niemąż miał gdzieś pojechać. Wyszedł z domu, ale po dłuższej chwili wrócił, okropnie wzburzony.

ON: Nie uwierzysz, co się stało!

Zerknęłam na niego nadal śmiertelnie zranionym wzrokiem gazeli.

ON: Wsiadam do samochodu, chcę go odpalić, a tam huk: spadła uszczelka! Chcę więc otworzyć maskę, żeby to szybko naprawić i co? W ręku zostaje mi rączka od linki otwierającej maskę! Ale to nie koniec!

Zaczynam słuchać z przyjemnością.

ON: Idę do bagażnika, żeby wyjąć kombinerki do tej cholernej linki! I co? I zamek od bagażnika zacina się na amen, niestety wraz z kluczykiem! Próbuję wyciągnąć chociaż ten kluczyk i co?

No, co?

ON (z jakiegoś powodu triumfalnie wyciąga przed siebie dłoń z kluczykiem): I to!!!

No tak. To tylko połowa kluczyka.

Samochód się nie obraża? A może on chciał mieć to radio?