W Playboyu ukazuje się sesja zdjęciowa Kasi Figury. Przeglądam ją sobie przy biurku, bo ON zadbał, żeby ten numer magazynu znalazł się w naszym posiadaniu. Mniejszy lub większy negliż, beże, czernie i biele, dojrzała Kasia Figura piękniejsza niż kiedykolwiek. Podoba się nam.
Kilka godzin później leżę na łóżku usypiając dziecko. W negliżu składającym się z czarnej koszulki na ramiączkach, beżowego pasa poporodowego, czarnych majtek i czarnych sportowych skarpetek ze ściągaczem. Wrodzone poczucie humoru i nabyty brak skromności sprawiają, że widzę pewną analogię.

Ja: Kochanie, spójrz na mnie. Wyglądam teraz prawie jak Kasia Figura…
ON (przyglądając mi się nie bez czułości): Masz rację, prawie jak Kasia Figura…

A może to nie czułość w jego wzroku, lecz politowanie?

ON (wzdychając): A „prawie” robi wielką różnicę…

Och tam, esteta się znalazł. W konwencji się utrzymałam!