Jesteśmy z dziećmi u pediatry wieczorową porą. Lekarz, cud-człowiek, ma dla nas dużo czasu. Dokładnie bada chłopców, rozmawia z nimi i z nami. Daje dokładne instrukcje, poświęca nam uwagę. Ale Młodszemu się to nie podoba. Jest zmęczony i chce spać. Jeść i spać. NATYCHMIAST. (Ma to po ojcu.)
Wizytę kończymy przy akompaniamencie wrzasków Młodszego, który chce iść, protestów Starszego, który nie chce iść, bo świetnie się bawi i telefonu doktora, bo epidemia grypy w rozkwicie.

Już w samochodzie Ojciec Moich Dzieci zadaje pytanie, które błąka mi się po głowie od dłuższej chwili.

ON: Czy doktor wydał ci resztę?

Nie wiem.

Ja: Nie wiem.

Chyba nie, bo zadzwonił jego telefon i utknął z rękami w szufladzie, a my w tym czasie wychodziliśmy, a potem skończył rozmawiać i jeszcze chwilę w drzwiach mówiliśmy o atopowym zapaleniu skóry, dzieci krzyczały, ja się denerwowałam, bo w poczekalni czekało dziecko z grypą, a nasze dzieci zdrowie, więc mogły złapać i…

Ja: Chyba nie, bo zadzwonił telefon

Ojciec Moich Dzieci prycha wściekle.

ON: I trzy dychy poszły…

Poszły nie poszły, ciekawe, dlaczego ON się nie upomniał o resztę, skoro był tam ze mną.

W domu, gdy dzieci jedzą kolację, my nadal się kłócimy. Nie mogę się pogodzić z jawną niesprawiedliwością, nie czuję się winna.

Ja: Dlaczego się na mnie wściekasz?
ON: Wściekam się na siebie, bo dałem ci pieniądze. A pieniądze się ciebie nie trzymają.

Otwierają mi się w kieszeni wszystkie scyzoryki, a nawet futerał z nożyczkami do paznokci.

Ja (wyciągam z torebki najcięższe działo i celuję mu prosto w plecy, bo właśnie wspina się na schody, byle jak najdalej ode mnie): Oczywiście. Nie zauważyłam jednak, byś wściekał się na siebie za każdym razem, gdy kupujesz kolejną paczkę papierosów. Przeliczymy, ile kasy miesięcznie nie trzyma się ciebie?

ON zamiera w połowie schodów i powoli odwraca się w moją stronę. Dziurę w plecach zrobiłam mu tym strzałem na wylot, przez otwór widzę ścianę za nim. Odda mi jakąś bezlitosną ripostą?
Ale on tam stoi i patrzy na mnie, choć bez cienia sympatii. Zupełnie nie wiem, dlaczego bez choćby cienia, w końcu jestem jego żoną. Ukochaną.
Patrzy.
Patrzy.

Może liczy te pieniądze zmarnowane na fajki?