Po konkursie na Blog Roku pozostało niniejszym tylko wspomnienie. Szanowne i doświadczone Jury zdemaskowało mnie jako Sfrustrowaną Furiatkę, a Redakcja konkursu specjalnie dla mnie miała stworzyć nową kategorię oznaczoną nieprzypadkowo”SF”. SF między innymi dlatego, że na cud zakrawa, że jeszcze żyję, zamiast od dawna leżeć zabita po sześciokroć (jak w dzisiejszym odcinku Monka): uduszona, otruta, zadźgana, zastrzelona, przejechana samochodem i… co tam jeszcze było? W każdym razie cud ów uznano za fikcję, a mnie za upiora, który z definicji występuje zza grobu.

Postanowiłam zatem podsumować dotychczasową działalność, prezentując specjalnie dla Was parę głosów poparcia, na jakie trafiłam, przeglądając miejsca, w których mój mąż zachęcał do oddania na mnie głosu.
Wybrał portale tematyczne niemal w stu procentach opanowane przez mężczyzn, co nasuwa pewne podejrzenie, że w tej chwili prowadzi za pomocą e-maila tajną korespondencję mającą na celu skrzyknięcie kilku chłopaków, coby pokazać mi, gdzie dokładnie raki zimują lub zapoznać z innymi przyrodniczymi faktami.

A oto wybrane cytaty (zachowuję oryginalną pisownię, stosując opcję kopiuj-wklej):

1. a czeg to nie ma ttulu:
„z pamietnika furiatki” ?
sorry
myslalem ze jestem tolerancyjny ale po przeczyaniu tego stwierdzam ze wole byc meska szowinistyczna swina

2.
Szczerze mówiąc to uśmiech ni razu nie zagościł na mojej twarzy. Wzbudził jedynie trochę wspólczucia dla losu tego gościa.

3. Gdybym byl wredny, to bym napisal, ze 25 lat to wcale nie tak dlugo jak sie moze na poczatku wydawac i sam zobaczysz ze zleci jak z bicza pociagnal.


Ten ostatni jest moim faworytem. Pisze z ZK.

Gdy zaczynałam pisać ten blog, nie miałam pojęcia, że wywoła tak silne emocje. Zarówno u kobiet („rzuć go!”), jak i mężczyzn („rzuć ją!”). Naiwnie wierzyłam, że Czytelnicy będą się bawić tak dobrze, jak ja – pisząc. Wydawało mi się, że temat narzucony tytułem blogu będzie wystarczającym wytłumaczeniem jego zawartości, spełniającej określone nazwą kryteria. Nie zauważyłam, by na blogach z przepisami kulinarnymi domagano się od autorów sprawozdań z pożycia intymnego.

Niestety, mnie systematycznie się nakłania, bym przyznała, że „ON” nie jest taki zły i podała tego przykłady.

Nic z tego, Kochani. „ON” jest taki zły. Dlatego właśnie powstał. Jest Frankensteinem złożonym ze wszystkich najgorszych cech moich życiowych partnerów. I moich. Jest tak potworny, że aż śmieszny. Zupełnie jak Wasza

Autorka