Kilka dni temu, podczas sezonowych prac w ogródku, ON zamachnął się kilofem. W tym samym czasie wiatr machnął moją suszącą się na sznurze bluzką tak niefortunnie, że spotkała się z rozpędzonym kilofem w połowie drogi.

I choć ON obawiał się mojej reakcji, przyznał, że jest autorem nieplanowanego otworu w cętkowanym wzorku na bluzce. Przeżyłam, przebolałam, obmyśliłam sposób naprawy.

Gdy dziś poprosiłam męża, by przyniósł mi przybornik, ON zamarudził, więc wypomniałam mu powód zapotrzebowania na narzędzia krawieckie.

Ja: Wiesz, gdybyś nie nadział mojej sztuki garderoby na kilof, nie musiałabym Cię prosić…

ON (jadowicie): Ty się ciesz, że nie byłaś wtedy w tej bluzce…

I oto mam kolejny powód do radości!