za-co-on-sie-obrazil blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2010

Plama

5 komentarzy

Dzwoni mój telefon, więc odbieram i zaczynam rozmawiać. Bynajmniej, nie są to plotki, lecz konwersacja czysto informacyjna o charakterze medycznym. Udzielając porad z zakresu laryngologii dostrzegam pod stołem w jadalni plamę, której wcześniej tam nie było (takie rzeczy zdarzają się czasem w domach pełnych małych dzieci). Osobisty małżonek zwraca na nią uwagę dokładnie w tej samej chwili.

Plama okazuje się być rozlanym sokiem, a że podłogę pokrywa biały marmur, trzeba ją usunąć możliwie szybko. Toteż małżonek udaje się w kierunku wiadra z mopem, a ja, nie wiedzieć czemu, zostaję przy plamie, jakby trzeba jej było pilnować. Wciąż rozmawiam (jak dotąd, zdarzenie nie trwa dłużej niż kilkanaście sekund), nie do końca zatem rejestruję, co się wokół mnie dzieje, szczególnie, że podaję telefonicznemu rozmówcy nazwy leków, sposób dawkowania i inne informacje wymagające ode mnie minimum skupienia na temacie.

Małżonek wraca i z irytacją zaczyna zmywać plamę z podłogi, spode łba zerkając na mnie, wciąż uwiązaną do telefonu. W końcu nie wytrzymuje i wybucha.

ON: Musisz rozmawiać AKURAT teraz?!

Tknięta nagłym wyrzutem sumienia upewniam się, że udzieliłam swojemu rozmówcy wszystkich niezbędnych informacji i szybko kończę rozmowę.

Zwracam się ku mężowi, skora do pomocy.

Ja: Już. Co mam zrobić?
ON: Nic.  

Ach tak. Nie mogłam rozmawiać przez telefon, bo przeszkadzało mi to w podziwianiu precyzyjnych ruchów mopa sterowanego utalentowanym bicepsem małżonka. Jak to dobrze, że mam męża, który tak bardzo troszczy się o moje doznania estetyczne…

Pomyłka

3 komentarzy

Ja (składając stertę prania w równą kosteczkę): Kochanie, zrób porządek na stole w pokoju, proszę…

Ponieważ niefortunny zbieg okoliczności jak co dzień sprawił, że ilość domowych zadań przekracza wydolność piłkarskiej drużyny, gdy widzę, że małżonek beztrosko zasiada do gry, próbuję go zaangażować do celów bardziej przyziemnych i bynajmniej nie militarnych. W przeciwnym razie zostanę zmuszona zgłosić się do ośrodka prowadzącego jakieś eksperymentalne transplantacje i doczepić sobie kilka par rąk, względnie się sklonować.

ON (o dziwo bez złości): Już sprzątam.

Po czym wprawnie sprząta z mapy na monitorze komputera całą dywizję przeciwnika. Stół w pokoju, zajęty przez wrogie zabawki, kredki, bloki rysunkowe i kubki z Buzzem Astralem, pozostaje nietknięty.

Ja (po jakimś czasie, wciąż przy tej samej czynności): Kochanie, proszę cię, posprzątaj ten stół!

Słyszę westchnienie.

ON: Już, za chwilę sprzątnę!

Mija jeszcze jakiś czas, gdy nagle ON wkracza do pokoju, w którym prowadzę swoją działalność porządkową.

ON (z odcieniem dumy w głosie): Skończyłem grać, zapaliłem, posprzątałem stół w kuchni…

Upewniam się, że się nie przesłyszałam. Chyba wiem, gdzie był bałagan, a gdzie go nie było…

Ja: Stół w kuchni? Miałeś posprzątać na stole w pokoju…

ON (po chwili zdumionego milczenia): Ja pier#%ę, pomyliłem stoły!

Niby oczy ma, mózg prawie identyczny z moim, a jednak to mieszkaniec innej planety, jak Boga kocham.


  • RSS