Kłócimy się. Strasznie. Trudno powiedzieć o co, bo iskra, która sprawiła, że konflikt zapłonął pełną siłą, niewiele miała wspólnego z rzeczywistą przyczyną awantury.
Przerzucamy się zarzutami, atakujemy pretensjami. Jest fajnie, jest gorąco, jestem gotowa się rozwieść choćby dziś.

Ale przecież to normalne, że ludzie się ze sobą nie zgadzają i mój wrodzony rozsądek oraz nabyta mądrość każą podjąć próbę wyjaśnienia przyczyn sporu i możliwego załagodzenia tegoż.
Toteż wyjaśniam. Tłumaczę ślubnemu mężowi, dlaczego mówię, robię różne rzeczy, argumentuję logicznie swoje zarzuty, dowodzę, że wszystko da się jakoś załatwić, przekonuję, że wciąż mi na nim zależy oraz iż darzę go głębokim uczuciem…
W końcu zadaję pytanie.

Ja (pełna nadziei, otuchy i miłości, psiamać!): Rozumiesz, kochanie?

ON (bez cienia refleksji): Rozumiem, że masz mnie w dupie.

Powiedział, co wiedział.